wokół podwórka wyrosło kilka brzóz. ładnie tu. łatwiej byłoby wracać.
teraz matka pisze wiersze.
mówi, że nigdzie nie może się ruszyć, że spódnicę wszyli jej w ziemię,
a trzeba zostać przynajmniej słońcem. od kiedy trafiła do szpitala,
ojciec umiera dzień w dzień. przesiaduje w kuchni, gładzi stół.
zwykle nic nie mówi. otwiera usta, żeby lepiej słyszeć [i]Mon amie la rose[/i].
miękkie policzki i światełko na nosie. czasem też odpowiada mi jej imieniem.
ja ciągle jeszcze powracam ze wszystkich stron. drogi nie są ani lepsze, ani gorsze.
teraz mogę wypić kolejną kawę i z tymi wszystkimi mroczkami
być przynajmniej słońcem. nawet na dalekim zachodzie.
Dodane przez ewa waits
dnia 08.06.2009 19:05 ˇ
15 Komentarzy ·
969 Czytań ·
|