|
Gdzieś na kuli ziemskiej rżną się.
Prowincjonalnie, pod pierzyną.*
Spotykaliśmy się nocami, poza szczekaniem psów,
jakieś dziesięć kilometrów od granicy z Ukrainą.
W bliskości zbiorowego cmentarza choleryków,
który przysposobiono na szczątki pomordowanych.
Układaliśmy się na miedzy życia i śmierci
z dziewczyną niczym miodarka
pachnącą jak odurzający miód,
zebrany ze sprawiedliwie oczyszczonych przez pszczoły.
Z Warkocza Bereniki nadlatywały gwiazdy,
nie było świetlika, metafory niegasnącej iskry
ze stłumionych zielskiem pożarów.
Światła z Faros dla nietomnych.
______________________________
*Zaczerpnięte z Literatury na świecie
Dodane przez Grain
dnia 16.07.2026 13:21 ˇ
0 Komentarzy ·
8 Czytań ·
|