|
Gdzie wzrok i głos zliczył lata pierwsze,
i rękę malca w dłoni ojca? Gdzie radosny świergot?
- Ej, siostro biedo,
zaprzyjaźnijmy się szybko!
Hojnie sny krzewią między Gieretem a Wierśniami.
Na kurhanach Gib ziemia twarda, napatrzona,
smugiem i miedzą, sytą kamieniami,
przygarnia każdego, jak ty.
Bruzdo łakoma, wyorana skrzętną strawą
- jak cię przyodziać, jak przebłagać deszczem,
byś nie zwiędła przed czasem,
a ciężarnym kłosem pochyliła kark?
- Bór mi nie straszny i śnieg nie nazbyt głęboki,
dom i córki z niego wyrosły, i wnuki.
- Gdy uśpię piłę i moc drwala,
rozbłysną brzaskiem nocy.
- A jezioro... niech dalej karmi moje węgorze
i krasnopiórki - zaniosę je córkom i żonie
- niechaj nasycą czasem sosny, nim otworzą
żywiczne żyły, w letni skwar.
- A pytania o drogę i przemijanie - jeszcze żywe?
A ta śmierć, przymilna, wciąż obiecuje kołysankę
jodły, wiatru i leszczyny,
córek, i wnuków pamiętliwość?
- Kiedy ramiona znajdą wsparcie i wytchnienie,
jakie mi jeszcze niebo
trzeba nagiąć?
                          Adamowi Moroz - przyjacielowi
Dodane przez Grzegorz Moss
dnia 20.06.2026 21:14 ˇ
0 Komentarzy ·
9 Czytań ·
|