rozplątując ręce lśniły ci srebrem
na białych opuszkach jak na krańcach świata
nasiąkały miodem
- wołałem
kiedy rozpacz ocierała się o rozpacze
ramiona to były słońca
dwa długie promienie
w nie tylko dął wiatr
- drżałam
potem byłaś trawą
najpierw zieloną
potem złotą
i gdy bosą stopą stąpałaś po przestrzeniach wszechświata
rozbrzmiewały dźwięki
- patrzyłem
gdy deszcz zraszał ci skronie
a usta to były przechodnie warkocze
pędzle
jak gwiazdozbiory pomykające
jak w mlecznobiałej mgle
- widziałam dalej niż to co widoczne
uśmiechnęłaś się
z drzewa spadły czereśnie
soczystością rozbite o skały nie milkły
- byłem
jestem
jesteś
przestrzenią
oddechem
miłością
wierszem
Dodane przez kaczuszka
dnia 06.09.2007 16:35 ˇ
10 Komentarzy ·
1061 Czytań ·
|