|
Przypływa ranek, pora znienawidzona,
Wrzeszczą klaksony, asfalt napływa
Nieświadomość kwitnie, przez ludzi czczona
Jak olej namaszczenia ich czoła obmywa
Rutyna jak dłuto rzeźbi dzieło życia
Szlifuje kamień, kształtem operuje
Spłowieje marmur, twarz oszpecą pęknięcia
A ja obcy patrzę na to, czuję czuje jeszcze raz czuję
Co ja odkrywam? Niezwykłą szansę
Najczystszą piękność zaklętą w tych murach
Tutejsi patrzą, podchodzą z dystansem
Mnie to nie rusza - nic nie znacząca bzdura
Wspinam się wyżej, na krańce elity
Ponad ziemię, galerie, pałace
Widzę światło, wypełnia niebo i chmury zbite
Puszczają nerwy, emocje i... płaczę
Wcielenia oddech odżywia moje myśli
Jest jak powieść, bajka ciekawa
Jest jedno miejsce, pośród niziny
Zwie się królestwem, zwie się Warszawa
Dodane przez MistyMountain
dnia 07.03.2016 19:23 ˇ
13 Komentarzy ·
384 Czytań ·
|