|
Jesteśmy oczy,
oczy szare, błękitne,
zlęknione i harde,
oczy orędownika i pochlebcy,
oczy Mona Lizy,
źrenice podżegacza, obłudnika,
zbawcy i oszusta,
oczy błazna.
Widziałyśmy cudów nie siedem
- choć z tego świata,
i zachłanność
nikczemną o imionach szlachetnych
błędem pospólstwa.
- To był akt pierwszy.
Widziałyśmy godziny pięknolice,
jak twarze bez dusz,
odsądzone, ciężkie,
znoszone
i policzki purpurowe bez rumieńca,
bez pytań
bez zdania racji.
- Takich były miliony.
Przeżyłyśmy matki, synom nieobecnym,
cierpliwe,
wykrzywione rozstrzelonymi palcami,
i córki
topione nie w łzach,
na ścierniskach,
ryżowiskach.
- Dzieci naszych nie poznałyśmy.
Jesteśmy oczy,
oczy bezchmurne, czekoladowe,
napatrzone, zielone,
oczy lichwiarza i rozważnego,
oczy zdobywcy,
głodnego i nadziei.
Widziałyśmy lufy karabinów,
nie w obłoki celowane
- nie wierzyłyśmy.
Widziałyśmy spętanego mózgowiem
obnażonym pociskiem wolności
z bliska.
- Nas, nie poznał...
Jesteśmy oczy,
oczy czarne, przekrwione, skrzyknięte,
oczy zuchwałe,
obiecujące
oczy darczyńcy i pozoranta,
źrenice nieosądzone, niewprawne
- odsądzone,
oczy natchnione, osaczone, zhołdowane,
oczy Nerona i namiestnika,
oczy oniemiałe.
Przebiegłyśmy zaułków dziesiątki
- wszędzie to samo.
Widziałyśmy wiele i wciąż, po raz wtóry
- ten błysk...
Błysk w szarość zamieniony parujących
oczodołów
przez powieki wzgardzonych.
- Wam zawierzyłyśmy,
a wy,
marnotrawne...
Dodane przez Grzegorz Moss
dnia 18.09.2026 05:00 ˇ
0 Komentarzy ·
7 Czytań ·
|