|
ongiś w przepastne bory na łowy ruszyłem
pod dębem się na dzika cichcem zasadziłem
spojrzawszy w rdzawe niebo modlitwę zmówiłem
potem wycelowałem i cyngiel spuściłem
huku się co niemiara wokoło zrobiło
z zagajników ku niebu wyfrunęły ptaki
jeno echo wśród koron tęsknie zawodziło
tylko się jakoś dziwnie nadal trzęsły krzaki
ostrożnie się podkradłem wprzódy broń nabiwszy
szukając trofeum pośród leśnej dziczy
upadłem na kolana strzelbę porzuciwszy
w krzakach chrapał jak borsuk pijany leśniczy
czas by tu morał jakiś wart zaintonować
w nie wszystko co się rusza należy celować
ofiara może całkiem być i przypadkowa
czasami dzik leśniczy niedźwiedź czy teściowa
Dodane przez Alfred
dnia 25.05.2018 08:51 ˇ
8 Komentarzy ·
581 Czytań ·
|