poezja polska - serwis internetowy

STRONA GŁÓWNA ˇ REGULAMIN ˇ WIERSZE UŻYTKOWNIKÓW ˇ IMAK - MAGAZYN VIDEO ˇ AKTUALNOŚCI ˇ FORUMCzwartek, 09.04.2026
Nawigacja
STRONA GŁÓWNA

KONKURSY LITERACKIE

REGULAMIN
POLITYKA PRYWATNOŚCI

PARNAS - POECI - WIERSZE

WIERSZE UŻYTKOWNIKÓW

KORGO TV

YOUTUBE

WIERSZE /VIDEO/

PIOSENKA POETYCKA /VIDEO/

IMAK - MAGAZYN VIDEO

WOKÓŁ POEZJI /teksty/

WOKÓŁ POEZJI /VIDEO/

RECENZJE UŻYTKOWNIKÓW

KONKURSY 2008/10 (archiwum)

KONKURSY KWARTAŁU 2010 - 2012

-- KONKURS NA WIERSZ -- (IV kwartał 2012)

SUKCESY

GALERIA FOTO

AKTUALNOŚCI

FORUM

CZAT


LINKI

KONTAKT

Szukaj




Wątki na Forum
Najnowsze Wpisy
FRASZKI
...moje wiersze
Czy ten portal "umarł"?
"Na początku było sł...
Bank wysokooprocento...
Ksiądz Jan Twardowski
playlista- niezapomn...
Co to jest poezja?
Czy są przechowywane...
GRANICE POEZJI
Ostatnio dodane Wiersze
WRACAJCIE
Tak na serio
Sytość
o jeden metr za wysoko
Zagadka, wciąż zagadka
MATKO
" Poszukiwany, poszu...
Na pocieszenie
20 Marca - Dzień Żab...
ANANAS
Wiersz - tytuł: Zimową nocą

Dudni w dolinach zamęt wichrzycy
w strzępach igliwia srebrzy się szadź
garbi się Giewont w śnieżnym kołnierzu
skulone orły wśród zimnych gniazd

Księżyc wędruje po skalnych dróżkach
z głębokich jaskiń wyłazi mróz
a na Świstówce kozica dzika
strąca w podskokach śnieżysty kurz

Wyszły z ukrycia herosów cienie
prą na Kościelec Długosz i Świerz
tkwi Michalczewska w Zamarłej Turni
korowód duchów wśród białych wież

Dodane przez Janusz dnia 21.02.2017 19:46 ˇ 50 Komentarzy · 913 Czytań · Drukuj
Komentarze
Jędrzej Kuzyn dnia 21.02.2017 20:11
Chyba się już odważę wyjechać w Tatry zimą, ale latem tak napatrzeć się na Kościelec, przespać się w murowańcu, a potem wejść chociaż do ich połowy i popatrzeć z góry. Hej
mikesz111 dnia 21.02.2017 20:35
...słońce gór szybciej zbliża niż rozrywki miasta...
mefisto35 dnia 21.02.2017 20:36
O i tak powinno się napisać a nie mieszać z brudną polityką.
:-)
pozdrawiam
lunatyk dnia 21.02.2017 20:44
Już wiem, dlaczego zimą nie chodzę po górach! - wszystko przez te duchy :-) Chociaż dobrze byłoby zobaczyć herosa:-)Muszę pomyśleć przy tym nastrojowym wierszu...
Pozdrawiam zimową porą :-)
sibon dnia 21.02.2017 20:52
Czytam Twój wiersz, a jakbym oglądała piękną pocztówkę z zimowym, górskim krajobrazem. Zbierałam takie w dzieciństwie... jak ja je lubiłam... Wiersz przeniósł mnie do tamtych lat...Dziękuję :))

Serdeczności
Alfred dnia 21.02.2017 21:07
Januszu, ot i prawdziwa poezja, dobrze że orzeźwiające wichry i dobre duchy odkurzyły cząstkę Twojej wrażliwej duszy.
Miej się dobrze i zdrowo. Pozdrawiam.😊 serdecznie.😊 .
Janusz dnia 21.02.2017 21:25
Jędrzeju,Tatry są piękne latem i zimą. Tylko są to różne piękna - to zimowe jest surowe i groźne, letnie zaś kusi wspaniałością widoków i bliskością nieba. Cieszę się, że mam tu bratnią duszę :)

Moc pozdrowień
Janusz dnia 21.02.2017 21:29
mikesz111, święta prawda - nie tylko słońce zresztą...
Moc pozdrowień
Janusz dnia 21.02.2017 21:33
mefisto35, poezja i polityka mogą być alegoriami dobra i zła.
Moc pozdrowień.
Janusz dnia 21.02.2017 21:39
lunatyk, to są dobre duchy, one nikogo jeszcze nei skrzywdziły, a wielu zagubionym po zmroku wędrowcom wskazały drogę do schroniska. Nie bój się!.. :)

Pozdrowień tyle, ile kozic w Tatrach.
Janusz dnia 21.02.2017 21:45
sibon,, miło mi, że wiersz ożywił Twoje wspomnienia, piękne jak mniemam.

Moc pozdrowień
Janusz dnia 21.02.2017 21:51
Alfredzie, wzruszyłeś mnie... Ty wiesz lepiej ode mnie, jak oczyszczająco działają na człowieka dobre duchy - i przyjazne słowa :)

Pozdrowień moc.
Katowicki-Pierrot dnia 21.02.2017 21:53
Za dużo waty słownej, całość wyszła bardzo pompatycznie, a ja z kolei oddaną tu treść bardziej widzę jako coś lekkiego, pozdrawiam
Janusz dnia 21.02.2017 22:04
Katowicki-Pierrot, no to napisz co widzisz, nie wątpię, że będzie to piękny wiersz.
Pozdrawiam z domieszką waty :)
silva dnia 21.02.2017 22:17
Pięknie, widać, że kochasz góry z wzajemnością. Pozdrawiam.
Janusz dnia 21.02.2017 22:25
silva, zgadza się, w młodości wspinałem się wyczynowo, teraz pozostaje mi tylko turystyka, bo szczyty z każdym rokiem robią się coraz wyższe :)
Janusz dnia 21.02.2017 22:27
Pięknie pozdrawiam oczywiście!..
PaULA dnia 21.02.2017 22:54
Pięknie o gôrach zimą, chociaż zimą są bardziej niebezpieczne. Pozdrawiam😊
Janusz dnia 22.02.2017 00:07
PaULA, to jest groźne piękno, ale może dlatego tak fascynujące...
Moc pozdrowień.
zdzislawis dnia 22.02.2017 05:13
Wiersz ma swoją magiczną moc poezji. Pozdrawiam
koma17 dnia 22.02.2017 07:28
Piszesz tak, że tylko pozazdrościć. Pozdrawiam
mgnienie dnia 22.02.2017 07:57
Ładny w nastroju i obrazach:) Góry są mi bliskie - wolę letnie wędrówki, ale i zimą krótsze trasy.

Pozdrawiam:)
Mariola Kruszewska dnia 22.02.2017 08:09
Wyszły z ukrycia herosów cienie - oj, już się wystraszyłam, że to ci spod Giewontu się przebudzili, ale na szczęście to jeszcze nie ich czas.
Wiersz "porządny", tzn. nie ma się czego czepnąć - i rym, i rytm, i sposób obrazowania w jak najlepszym "porządku", dopracowane pod igłę. Ale czegóż się spodziewać od poety, który tak świetnie parafrazuje wieszcza? Przyjemnie się go czyta (ów wiersz, choć wieszcza także), mimo to utwór nie telepie duszą, nie wyrywa z kapci w ubłocone buciory, każąc uganiać się za kozicami. Może to i lepiej - robota czeka...
Pozdrawiam.
Janusz dnia 22.02.2017 08:12
zdzisławis,poezja to góry, moje słowa im nie dorównują.
Janusz dnia 22.02.2017 08:18
I znowu za szybko kliknąłem... Moc pozdrowień.
Janusz dnia 22.02.2017 08:24
koma17, żartować raczysz, kto jak kto, ale Ty na pewno nie masz czego zazdrościć.

Moc pozdrowień
Janusz dnia 22.02.2017 08:29
mgnienie,dzięki za miłe słowa. Miło mi, że podzielasz moją fascynację górami.
Moc pozdrowień
Janusz dnia 22.02.2017 08:43
Mariolu, cieszy mnie, że doceniasz moją pracowitość :) Tylko nie wiem, o jakiej parafrazie mówisz. Kiedyś faktycznie żartobliwie sparafrazowałem Romantyczność, ale to było przed wiekami i nie na tym portalu. Miłej roboty życzę :)

Moc pozdrowień
adaszewski dnia 22.02.2017 09:47
nie wydaje się Autorowi ten wiersz nieco nadęty?
Mariola Kruszewska dnia 22.02.2017 10:46
Rzeczywiście, coś pokiełbasiłam. Ale resztę wywodziku podtrzymuję :)
Janusz dnia 22.02.2017 11:20
adaszewski, nie, nie wydaje mi się - to nie nadętość, a fascynacja, która, być może, momentami przerodziła się w pewien patos. Ale tak już mam, że nie umiem zachować kamiennej twarzy wobec autentycznego piękna.

Moc pozdrowień
ela_zwolinska dnia 22.02.2017 12:27
piękny , bardzo obrazowy,pozdrawiam
Janusz dnia 22.02.2017 12:36
Elu, cieszę się, że Ci się mój wierszyk spodobał. Dzięki za odwiedziny.
Moc pozdrowień
tomnasz dnia 22.02.2017 15:30
jak jest o tatrzańskich duchach, to i ja mam coś do opowiedzenia.
duchem w Tatrach nie jest aż tak trudno zostać.
sam kiedyś za niego robiłem. dawno temu, ale sądzę, że uczestnikom tego zdarzenia musiało dość dobrze zapaść w pamięć.

latem, około 14stej wyjechałem na Kasprowy. o tej porze w wagoniku było dość mało osób, w wśród nich trzy osobowa rodzina. pani, panna i pan. będą oni głównymi bohaterami powyższej opowieści.
choć nie padało, to góry były spowite chmurą, która zaczynała się już od Myślenickich Turni. co należy mieć na uwadze, bo to właśnie ona w ducha mnie zamieniła.
po wyjściu z kolejki, rodzina poszła w kierunku Świnicy, a ja począłem dumać co tu robić dalej. ani aura, ani pora, jakimś dłuższym wycieczkom nie sprzyjała. najrozsądniej było by zejść do Murowańca. ale którędy? można by prosto z Kasprowego, ale dnia jeszcze dość, żeby zejść czy to z Liliowego, czy nawet z Świnickiej Przełęczy. więc i ja skierowałem swe kroki czerwonym szlakiem na wschód.
na szczęście nie padało, a widać było nie więcej niż na 10 metrów. cwangla sroga.
gdy doszedłem do Liliowego, znów pojawił się dylemat, czy już schodzić, czy dalej. warto by wiedzieć która godzina, a ja jak raz nie miałem ze sobą zegarka. pusto, i nawet zapytać nie ma kogo. ale tylko przez chwilę, bo oto wyłania się z mgły rodzina widziana w kolejce. spytałem o godzinę. odpowiedzieli, choć było widać, że są zaskoczeni moją tam obecnością. toż szlak nie znów taki szeroki, a nie widzieli żebym ich mijał.
bo też ich nie mijałem. oni grzecznie poszli szlakiem a ja Beskid ominąłem południowym stokiem. co prawda na tej ścieżce można się było nadziać na wopistów, którzy tam dzielnie strzegli naszej granicy, ale w większości przypadków raczej się nie czepiali, a w taką pogodę ich obecność tam, była by po prostu bezsensowna.

rodzina sobie poszła, a i ja ruszyłem po chwili. w tym samym kierunku. do Świnickiej Przełęczy, skąd jest kolejny szlak na Gąsienicową.
nie szlakiem, który biegnie granią, a kolejnym obejściem, tym razem Kosturów, od południa. więc gdy rodzina na przełęcz przyszła, ja już tam siedziałem i oczywiście spytałem o godzinę. była to dla mnie istotna informacja, a oni jedynymi, którzy mogli mi jej udzielić. odpowiedzieli, ale wyraźnie już zaniepokojeni, a nie zaskoczeni. rozejrzeli się niepewnie na około, choć guzik było widać, i poszli w dół, w kierunku Hali Gąsienicowej.
i ja doszedłem do wniosku, że pora w doliny. ruszyłem za nimi, ale a powodu mgły, poza zasięgiem ich wzroku. jednak nie zszedłem zbyt nisko, skręciwszy starym i zamkniętym już od przed wojny szlak, na przełęcz Karb, w Kościelcu. prowadzącym koło wyjątkowo urodziwego Zadniego Stawu Gąsienicowego. klasycznego karu polodowcowego, tzw. dolinki podwieszonej, wprost u stup potężnej północnej ściany Świnicy. najpiękniej tam późną wiosną, czyli tak wysoko, to pod koniec czerwca, początek lipca.

siedzę ci ja sobie spokojnie na Karbie, kilka metrów od ścieżki, w załomie skalnym, co by nie wiało, a tu od strony Stawów, któż kto podchodzi?
ano moja zegarynka.
tego, że i oni przyjdą na Karb, to przewidzieć nie mogłem. równie dobrze mogli pójść bezpośrednio do Murowańca. ale widać ambitni, na Karb się wdarli.
gdy mnie zobaczyli, to coś pomiędzy sobą poszeptali, i natychmiast pomknęli w dół, w stronę Czarnego Stawu Gąsienicowego.
jakby coś przestraszeni.
za dużo tego dobrego. jeszcze może jakoś mogli sobie wytłumaczyć na grani, ten niezgadzający się z powszechnym doświadczeniem fakt, że ktoś jakimś cudem jest już tam, gdzie oni właśnie doszli, mimo, że ich nie mijał, ale teraz to już przecież nie możliwe. teren po którym szli, wąska ścieżka wśród skał, nie pozwala na żadne ominięcie chyłkiem. to wyraźnie nie zgadzało się z ich znajomością gór. zapewne nie pierwszy raz byli w Tatrach, ale też pewnie poza Górny Regiel zapuszczali się niezbyt często. musieli być tym wstrząśnięci i zaniepokojeni.

cóż. nie wiedzieli, o czym ja wiedziałem doskonale, bo kilka lat wcześniej, przez pół roku pracowałem na zmywaku w Murowańcu, i okolicę miałem schodzoną jak schody do piwnicy w domu, że z Karbu był kiedy szlak nad Czarny Staw, bezpośrednio żlebem w dól. zamknięto go tez dawno, bo stromo po piargu, i nie schodzi się zbyt miło. chyba, że jak ja to zrobiłem, ale dopiero pod koniec żlebu, zjedzie się na lawince kamieni. sport nieco ryzykowny, ale frajda nie lada. nowy, którym oczywiście poszła rodzina, poprowadzony jest żebrem Małego Kościelca. miejscami wcale nieźle eksponowany. a, że wyszliśmy już z chmury, no to widoczność była pełna. jako, że żleb jest za żebrem, więc go nie widać, i nie mogli podziwiać mojego brawurowego zejścia.

natomiast jak zobaczyli mnie palącego papierosa nad Czarnym Stawem, to struchleli.
było i późno już i brzydko, od opuszczenia Kasprowego nie spotkaliśmy nikogo. nawet nad stawem siedziałem sam, i patrzyłem jak schodzą a góry.
zeszli. łąką ominęli mnie jak najdalej i pędem pognali do schroniska.
ścieżką szeroką i wygodną, a która nie ma już alternatywy.
tz. czytałem, że jak stawiano kamień upamiętniający Karłowicza, to wycięto drogę dla koni w kosówce, bezpośrednio od schroniska. próbowałem ją znaleźć, ale bezskutecznie.
także nie ja czekałem na nich w schronisku, a czy oni na mnie, to nie wiem, bo ominąłem je, spieszywszy już do domu.
do dziś nic tak mnie nie ciekawi, jak poznanie ich wersji wydarzeń.
Stefan Wiktor Hiacynt dnia 22.02.2017 15:47
Przeczytałem kilka razy, ale już za pierwszym stałem w Tatrach nocą i czułem zimny powiew na policzkach, nie tylko mrozu, ale też tej niezwykłej tajemnicy jaką mają w sobie góry. Bardzo mi się podoba. Pozdrawiam
Janusz dnia 22.02.2017 16:11
tomnasz, pewnie do dziś się chwalą na każdych imieninach, że spotkali ducha :) Fajnie to opisałęś :)
Mnie też kiedyś wydarzyła się rzecz, której do dziś nie mogę pojąć. A było to tak:

Wiele lat temu, nocując w tatrzańskim schronisku, miałem dziwny sen. Śniło mi się, że wracałem przez stary, jodłowy las do schroniska. Nagle nad lasem pojawiła się czarna chmura, powietrzem szarpnął straszliwy podmuch wichury, zahuczały pioruny. Drzewa, jęcząc i trzeszcząc, zaczęły giąć się i łamać. Tuż koło mnie padła olbrzymia jodła, przygniatając mniejsze. Zacząłem uciekać w górę lasu r11; ostatnim wysiłkiem wydostałem się na jakieś urwisko. I wtedy na dole zobaczyłem płonące drzewa. Ogień ogarniał szybko podszycie, sięgał konarów sąsiednich drzew, szybko piął się w górę. Gromada ptaków wzbiła się w powietrze, zatoczyła koło i nurkując, uderzyła w sam środek ognia. Ogarnęła mnie panika, pragnąłem zapaść się pod ziemię. Nagle z tej samej chmury, która zrodziła wicher, lunął rzęsisty deszcz. Ogień przygasł, opary przykryły las po horyzont. Burza powoli przechodziła. I wtedy się przebudziłem.
W następnym roku, wędrując znowu górskim szlakiem, gdzieś w okolicach Pańszczycy, natknąłem się na leśne pogorzelisko. Powalone pnie drzew, splątane osmalonymi gałęziami, ułożone były w ponure zwaliska. Olbrzymia jodła, leżąca na innych, mniejszych drzewach, zagrodziła mi drogę. Jej pień był niemal nagi, tylko gdzieniegdzie utrzymywały się jeszcze postrzępione płaty nadpalonej kory. Ominąłem przeszkodę i poszedłem w górę lasu. Po chwili ujrzałem wysokie urwisko. Wszystko zaczęło wydawać mi się znajome r11; byłem pewny, że już tu kiedyś byłem. I wtedy przypomniałem sobie sen sprzed roku. Do dziś nie wiem, jak mogło mi się to wyśnić...

Moc pozdrowień
Janusz dnia 22.02.2017 16:15
Stefanie, to miłe, że tak sugestywnie odebrałeś wiersz, obyś się tylko nie zaziębił :) Dzięki za odwiedziny.
Pozdrawiam ciepło.
otulona dnia 23.02.2017 08:18
Ładna zimowa widokówka. Pozdrawiam.
Janusz dnia 23.02.2017 09:28
otulona. Tak, to widokówka, poskładana z puzzli słów :) Dzięki za odwiedziny.

moc pozdrowień
kurtad41 dnia 23.02.2017 11:06
Gratuluję "uniwersalnego gatunkowo" wiersza i CAŁEJ STRONY komentarzy.

Góry bardzo lubią
nawet ci, którzy się czubią.
Ja dawno temu w nich też byłem
i miłości do grzbietów i przełęczy nabyłem.

Tę właśnie w górach namiętność nabytą
niektórzy górale często z miłością zowią KOBITĄ.

Ja też tę łaskę darowanego losu hołubiłem
dopóki niestety niełaski starości kości nie nabyłem.

Pozdrawiam z uśmiechem i odgłosu gór echem.
Janusz dnia 23.02.2017 11:13
kurtad41, widzę, że wśród poetów PP jest spora grupka miłośników górskich eskapad. Cieszy mnie niezmiernie, że i Ty wpisałeś się na tę listę :) Dzięki za sympatyczny komentarz :)

Moc pozdrowień
Janusz dnia 23.02.2017 11:16
Jeszcze co do "niełaski starości" - mnie też pozostały już tylko wspomnienia. Ale radzę sobie snami o górach :)
Spoks dnia 23.02.2017 22:14
No proszę!
Jak się chce, może wyjść ciekawie i nietuzinkowo. <tiaa>
Wystarczy jedynie przestawić szyk wyrazów w zdaniu
a czyta ciężko choć dość ciekawie.. :)
Janusz dnia 23.02.2017 22:30
Spoks, powiedz tylko, co byś chciał przestawić, to przestawię - specjalnie dla Ciebie, bo lubię czytelnikom dogadzać :)
Pozdrawiam
Spoks dnia 23.02.2017 22:44
Skoroś łaskawy, wtedy podaję; <set> ;)

Zamęt wichrzycy dudni w dolinach
srebrzy się szadź w strzępach igliwia
w śnieżnym kołnierzu garbi się Giewont
skulone orły wśród zimnych gniazd

Księżyc wędruje po skalnych dróżkach
z głębokich jaskiń wyłazi mróz
a na Świstówce kozica dzika
strąca w podskokach śnieżysty kurz

herosów cienie wyszły z ukryucia
prą na Kościelec Długosz i Świerz
tkwi Michalczewska w Zamarłej Turni
korowód duchów wśród białych wież

To by mi wystarczyło :)
Warkoczyk dnia 24.02.2017 07:28
Był czas- bardzo piękny- kiedy się wspinałam, przemierzałam szlaki górskie, "oddychałam górami".Los to przerwał, ale pamięć została.
Nie dane mi było być w Tatrach zimą a Twój wiersz, Januszu, tak pięknie zobrazował ich zimowy czar -DZIĘKUJĘ
Janusz dnia 24.02.2017 12:40
Spoks, co do pierwszej strofki: pierwszy wers do przyjęcia, drugi absolutnie nie! Wiersz jest sylabotoniczny, czyli ma stały układ rymów, tutaj szadź/gniazd. W Twojej propozycji ten rym znika.
Zmiana w pierwszym wersie trzeciej strofki do przyjęcia, ale wtedy bez inwersji, czyli: cienie herosów wyszły z ukrycia.

Pozdrówka
Janusz dnia 24.02.2017 12:56
Warkoczyk, miło mi, że spotykam tu kolejnego pasjonata gór :) Ja też chodziłem głównie latem, ale góry zimą są równie piękne, tyle, że inaczej.

Moc pozdrowień
veles dnia 24.02.2017 21:47
ja tych Tatr u siebie tak dobrze nie widzę, ale za to Twoją technikę widzę bardzo wyraźnie. postarałeś się :)
Janusz dnia 24.02.2017 22:16
veles, faktycznie z Olsztyna trudno dostrzec nawet przy dobrej widoczności :) Mam nadzieję, że mój tekst trochę Ci je przybliżył, ale najlepiej zobaczyć samemu - do czego gorąco namawiam.

Moc pozdrowień
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Pajacyk
[www.pajacyk.pl]
Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Aktualności
Konkurs Poezji Purno...
XXXI Ogólnopolski Ko...
XLVI Ogólnopolski Ko...
Drodzy panstwo
Promowanie ANTOLOGII...
Literacka Podróż Hes...
IX Ogólnopolski Konk...
XIX Ogólnopolski KL ...
IX Ogólnopolski Konk...
Lubuski Wawrzyn Lite...
Użytkownicy
Gości Online: 30
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanych Użytkowników: 6 439
Nieaktywowani Użytkownicy: 125
Najnowszy Użytkownik: chimi

nie ponosimy żadnej odpowiedzialności za treść wpisów
dokonywanych przez gości i użytkowników serwisu

PRAWA AUTORSKIE ZASTRZEŻONE

copyright © korgo sp. z o.o.
witryna jako całość i poszczególne jej fragmenty podlegają ochronie w myśl prawa autorskiego
wykorzystywanie bez zgody właściciela całości lub fragmentów serwisu jest zabronione
serwis powstał wg pomysłu Piotra Kontka i Leszka Kolczyńskiego

88654554 Unikalnych wizyt

Powered by PHP-Fusion v6.01.7 © 2003-2005