|
Przywarłem.
Obiad.
Zazwyczaj nie jadam mięsa, ale dzisiaj
postanowiłem podgrzać sobie wczorajsze,
może jeszcze starsze, mielone.
Wyboru nie miałem.
W lodówce były jeszcze tylko cztery plasterki
żółtego sera i keczup,
czy raczej puste opakowanie, czerwone.
Spieszyłem się.
Chciałem tego dnia jeszcze raz pójść spać.
Uwierz mi, że kilkunastogodzinny sen jest doprawdy
wyczerpujący. Włożyłem dwie sztuki na patelnię,
włączyłem palnik. Zapomniałem nalać oleju,
i tak na próżno było go szukać w mojej kuchni.
Kotlety przylepiły się. Zostawiły ślad,
oderwane siłą od dawno porysowanej powłoki.
Poprzecinanej. Zaoranej.
Pomazanej. Wyżłobionej.
Przez próby uwolnienia jedzenia od czarnej tafli.
Niepokaźnie fragmenty mięsa pozostały
złączone za pomocą ciepła z okrągłym naczyniem.
Przywarłem.
Do Ciebie,
a próby uwolnienia się siłą zostawiają rysy
- przyczyny kolejnych przywarć.
Dodane przez marioosu
dnia 16.08.2016 23:47 ˇ
5 Komentarzy ·
441 Czytań ·
|