|
Jeden, dwa, trzy - Ojciec, który liczy
do trzech, lecz nadal, nikt, kto by umiał liczyć
dalej: nie liczy, lecz - patrzy na chude mięśnie
jego, na klatkę schodzącą, na sztywne palce.
Krzyczy, zaraz znów zacznie liczyć i nadal,
nikt, kto by umiał liczyć dalej: nie liczy.
Liczby pierwsze i naturalne. Nie neutralne,
rzucające na kolana i łzawiące oczy.
Milczenie żony, córki, syna i Bulldoga.
Wszystkie uczucia na jego języku.
Bicie serca i tętno słyszane w szpitalnym głośniku.
I wszystkie wspomnienia z wyjątkiem Boga.
Obserwują go wszyscy - jak krzyczy - zafascynowani
siłą jego głosu. Tenor, w krystalicznej postaci,
opierający się słabości, bezbronności, bezsilności
jego sztywnych palców, mięśni kurczących się jak
gąbka.
Jeden, dwa, trzy - cztery razy na minutę.
Nikt nie zakrzyczy - cztery, bo siła którą znaczy
cztery, jest końcem.
Dodane przez tomkos1234
dnia 01.12.2014 17:54 ˇ
13 Komentarzy ·
406 Czytań ·
|