|
Zakręciło, zawirowało, zatrzepotało,
upadło.
Leży zaciskając pięści, toczy krwią,
podnosi się, pozbawione błędnika
klęczy, traci równowagę, spada.
Wyrwałeś ciało z ciała, rzuciłes o ziemię,
płód niedonoszony, ale ciągle żywy.
W iskrze chwili płomień, w płomieniu ogień,
nadciąga pożoga.
Płonę gdy wzrok odwracasz. Płonie krzak
na pustyni, zapłonęło niebo. Czerwień
rozlała się od zachodu, opatrunki chmur
nie zakryją otwartej rany. Jutro spadnie
purpurowy deszcz oczyszczenia.
Ty pod stos drewna dni dorzucasz. Mijają
rozpadając się w popiół. Ogień po śladach
stóp podąży ku Tobie, otoczy kręgiem,
w fragmencie czasu zatrzyma niewiadomą.
Dodane przez Magrygał
dnia 20.12.2012 15:05 ˇ
7 Komentarzy ·
583 Czytań ·
|