|
Daleko od pępka narodu,
miasto pod górę
gdzie koniec,
przycupnięte na granicy wytrzymałości.
Ludzie wzrok wytężają
dłonie bezradnie złożone
w modlitwie
powstają rano.
Odchylają zasłony przetrwania,
zasiłkowym darem łaski
chleb przekładają.
Stąd blisko do ucieczki
od ulic biednych, ścian wysokich
na przełaj Polski
tratwą z perspektyw skleconą.
Wydrapuję młodzieńcze chwile
obserwuję pomnikowe pieniądze
porysowana oddechami suchych twarzy
obrzygana słabością tych,
co rządzą.
Całuję, śpiewam nielogicznie
ściskam radość w trumnie
niespełnionych marzeń, prostych życzeń
na wschód od centralnego zachodu
w samym środku bagna
dzieci nie urosną
od uwłaczającego smrodu.
Dodane przez Agalew
dnia 29.03.2012 16:55 ˇ
3 Komentarzy ·
252 Czytań ·
|