Matko, przyjdzie odchodzić, choć tego procesu
nie potrafiłaś mnie nauczyć ;
coraz częściej sercu to, co obok,
i nikogo obok.
Język marszczy rozmowę, Matko,
oblicza jej ciężar ;
układam się w ciemności z tym ciężarem,
zatrzymuję jego dorastającą dłoń nad dorosłym już lasem -
las coraz bardziej pustoszeje,
jeszcze jedno ognisko,
tylko jedno, nim odejdę.
Zawsze wiedziałaś, Mamo, kiedy kłamię :
budzę się w środku nocy, by dotknąć rzeczy zza okna.
Jeszcze żyje wczorajsza noc i ziemia,
stąpam po nich ostrożnie, żeby i dla synów coś pozostało ;
dobrze wiem, że do ciężaru nie słowa ich zawiodą,
lecz cienie przykryte igliwiem.
Nie tak łatwo przywrócić pamięć oknu ;
tak jak ja chce przeżyć jeszcze jedną zimę,
czuje moje powolne wrastanie w widok
zza ;
dziecko we mnie, łatwiej rozgania ściany,
zaplata skostniałe łąki trawników,
chce zatopić głowę już nie we włosach
a w rozpiętych nad zielenią dłoniach ;
coraz trudniej o przebudzenie.
Las spływa w dziecko:
nawet ślady po lesie
wyrżnięto.
Dodane przez Piotr Paschke
dnia 09.05.2007 22:02 ˇ
7 Komentarzy ·
930 Czytań ·
|