Światło poruszało się dzisiaj wolniej niż zwykle,
musiałem czekać dłużej,
kiedy przez okno jak przez lunetę
wpatrywałem się w dom naprzeciwko
obserwując zachodzące zmiany,
ale one zachodziły jedna na drugą
zacierając tylko niewyraźny obraz.
Przed północą pogasły wszystkie światła.
Rozległ się łoskot odrzucanych kołder,
skrzypnięcia sprężyn w tapczanach,
plaskania zrzucanych pantofli.
Poza tym nie było żadnych oznak życia,
żadnych dowodów śmierci, usuwania śladów,
żadnych zmian, które by mogły świadczyć,
związku żadnego, żadnej nadziei,
żadnych złudzeń
optycznych.
Dodane przez admin
dnia 01.01.1970 00:00 ˇ
1087 Czytań ·
|