Na skrawkach szorstkiego podłoża,
przy tykwach wybrzuszonych plastików
stygną rozłupane skorupy jeżowców.
* Zaiste, należało przeć do przodu, taranować inercyjne zapory, omijać slalomem nacieki wyrosłych nocą kałuż, czy w ostateczności salwować się ucieczką przed rytualną nagonką wścibskich plażowiczów. Oczywiście, nie wszystkie spięcia kończą się fiaskiem poczynionych ruchów. Niekiedy wystarczy lotem nurkowym ominąć wyścielone wodorostami załomy mielizn, by po chwili, w feerii subtelnych przejrzystości, węszyć po dnie tropem zdystansowanych ławic albo ukrytych we wnękach szczelin muren. Jeżeli w dalszej perspektywie, serwowanej poniekąd na deser, wraz z wyświetlonym na bezdźwięcznym telebimie napisem ENTER pojawia się szlaczek chemicznych wzorów, to swoją drogą zbędne wydają się te cięcia, kiwanki, wymyki, bez których i tak osiągamy statecznie oczekiwany pułap rozkosznych turbulencji.
Dodane przez admin
dnia 01.01.1970 00:00 ˇ
766 Czytań ·
|