Link
pomiędzy wierszem a wierszem
nasze ciała nie są palindromami
i nie ma czym sensownie wypełnić przestrzeni
flirtuję więc ze szczęśliwą gwiazdą
pod którą się urodziłaś
otwiera się przede mną
nagle jak parasol
szepcze że przeżyła
spotkanie trzeciego stopnia
z całującą jej stopy śmiercią
..........
Link
tu umarł umiar
straszy mnie nocą pudełko zapałek
wyglądające na masowy grób
na tabliczce zapisano każde przeżycie
krótsze niż lot ćmy do ognia
coś pozostało z pożaru wyobrażenia
w które piorun trafił
jeszcze dziś widzę jak strażakom
robota pali się w rękach
..........
Link
podobno
wszechświat dawkowany jako placebo
jest do przełknięcia
szczególnie dla tego którego jestem
niemal wierną kopią
nie ma go przy mnie
najzwyczajniej po ludzku zapomniał
jak prześcignąć prędkość c
a tak doskonale pamiętał w momencie kiedy
przestawał być syjamskim bratem
wszystkiego co tu najważniejsze
zagubiony oświetla sobie drogę powrotną
pochodnią ze skondensowanym piekłem na górze
te słowa małe i okrągłe jak owoce wiśni
znowu przedwcześnie podpalają sad
..........
Link
leżąc patrzę
na swój znany strach przed
spłodzeniem kolejnego wiersza
wena znowu próbuje być zwinna
jak mrówka pod suknią podąża tam
prosto za moją myślą
wszystkie przeszkody są teraz wyżej
niż smugi odrzutowców
pomiędzy nami trzy komety naraz
w biały dzień zwiastują trzecią wojnę
prekognicja to jakaś
czy
poplątanie z pomieszaniem
splecione w długi warkocz
chyba nie wie tego nawet Bóg
puszczający nas właśnie jak patyki
na swojej
rzece czasu
..........
Link
optymizm wchodzi w zakręt
ciężar utrzymania chwieje nim
ona zaczyna bić na alarm
nie ma co liczyć w portfelu
pieniądze trudniej znaleźć niż
na ulicy pełnej żebraków
a tu pensja wielka jak okręt
w butelce po najtańszej wódce
nie do wydobycia bez stłuczenia
o własny łeb
..........
Link
ruch tu dzisiaj
z kolejnej fotografii hubble'a postacie
wypełzają na wierzch jak z ziemi dżdżownice
tutejsze zbyt małe pojazdy po deszczu
rosną im w oczach jak grzyby
dostrzegają w kałużach głównie ślinę buldogów
z gatunku tych
walczących pod dywanem
wiatr nagle próbuje być szybszy niż piorun
zawraca każdego na pięcie
puszczany z najwyższych chmur
latawiec na nitce ariadny chwyta
kierunek marszu wkrótce wytyczą
podobno
gorące jowisze już fruwają
wielkie ćmy blisko ognia
każda próbuje być prometeuszem