|
na moim wierszu usiadł kowalik
takie co nieco czarno-czerwone
zasłonił oczka dwiema łapkami
i się odwrócił w przeciwną stronę
pisania wiersza nie przerywałem
gdy on czerwono-czarnym odwłokiem
czytał to wszystko o czym pisałem
z uśmiechem bardzo bardzo szerokim
trudno cokolwiek było usłyszeć
kiedy tak dumnie po wersach kroczył
lata już nie te więc kiedy piszę
często się zdarza przymykać oczy
gdybym miał lepszy wzrok i nadzieję
że co przede mną nie takie ciemne
to bym zobaczył że on się śmieje
z tego co piszę ale nie ze mnie
...
chociaż codzienności nie brak światłocienia
wydaje się rzeczą nieprawdopodobną
nie do ogarnięcia nie do zrozumienia
że można być razem a jednak osobno
kiedy nie smakuje to co do tej pory
a kaleczy wszystko co dotąd leczyło
do gry przystępują sztuczki i pozory
do lamusa trafia przysięgana miłość
pozostaje pustka z wszędobylską ciszą
przełykanie czasu zapatrzeniem w nicość
słowa które siebie nigdy nie usłyszą
i nadzieje które na nic już nie liczą
czegoś nam zabrakło i stan taki nastał
jakiego się przecież nikt z nas nie spodziewał
tłumaczenie że to już za pięć dwunasta
wbrew logice zdarzeń z siebie się naśmiewa
Dodane przez kaem
dnia 17.06.2018 14:26 ˇ
7 Komentarzy ·
604 Czytań ·
|