|
Pogrzebany żywcem.
Przegniły trup za życia.
Stąpam po omacku głuchoślepą ciszą.
Zdeformowane dłonie szukają ukojenia,
uścisku ukochanej,
schronienia w ciepłym słońcu.
Nie mają czego chwycić.
Nie sięgną gwiazd...
bo zgasły.
Straciły wzrok w ciemności
latarnie beznadziei.
Uspokój się me serce.
Zadręczasz się iluzją.
Zaprzestań gonić znaki - okruchy naiwności.
Pamiętam twarz księżyca
pijaną, późną nocą.
Tańczyłem swoją młodość
na schodach do wolności.
Ujadał wilk stepowy,
samotne śpiewał pieśni
i kąsał piękne chwile rzucane z łaski losu.
Spoglądał srebrnym okiem
Strażnik konstelacji.
Rozświetlał noc pijaną ironii złudnym blaskiem.
Dostrzegłem w nim przestrogę,
zapowiedź przyszłej klęski.
Dziewicę w szponach śmierci,
kościstych, długich szponach.
Proroctwo z płótna Schiele
zatruło moje serce.
Dodane przez Zatoichi
dnia 10.05.2015 08:52 ˇ
10 Komentarzy ·
365 Czytań ·
|