dnia 09.02.2015 11:44
Kolejny akt: po nas następni...
Pozdrawiam serdecznie. |
dnia 09.02.2015 12:23
Panie Krzysztofie, nie kolejny. Dopiero teraz odpłakuję śmierć mojej bardzo sędziwej Mamy (18 kwietnia miną 3 lata), Mamy zresztą bardzo kontrowersyjnej [par.: mój wiersz "ODPĘPNIENIE"] ale jednak Mamy, bardzo mnie na swój sposób kochającej, przez którą musiałam prowadzić podwójne życie. Jedno adresowane do Najdroższego, drugie do Niej ileś tam lat :(.
Wiersz niczego nie konfabuluje. Tak wyglądała Jej buzia na którą spoglądałam suchymi oczami, natomiast zimna jak alpaka martwowa Odejścia przesiąkała w moje bardzo ciepłe palce... |
dnia 09.02.2015 12:49
Temat wiersza wyklucza komentarz, przez należny sprawie śmierci szacunek. |
dnia 09.02.2015 15:16
tez pomilczę przez szacunek dla śmierci...Pozdrawiam Cię, Nelu, najcieplej, Ewa |
dnia 09.02.2015 15:18
Współczuję i jednocześnie zazdroszczę. Ja swojej nigdy nie kochałem. Nie dało się. Ale to historia nie na temat.
Wiersz odczytałem po swojemu. Jak zwykle :-)
Pozdrawiam niezmiennie wiosenną aurą. |
dnia 09.02.2015 17:17
trudny, niemniej ważny temat, gdy pojawiło się życie, pojawiła się również i śmierć , a mimo upływu czasu nigdy nie stała się człowiekowi obojętna, zwłaszcza ta przedwczesna, pozdrawiam autorkę |
dnia 09.02.2015 21:44
-;)
dobra śmierć
a kysz
wcale nie taka dobra
pozdrawaim -;) |
dnia 10.02.2015 04:46
Matka to życie, które nadal trwa.
:) |
dnia 10.02.2015 06:03
Ja Nelu opłakuję z dystansu dwuletniego moją mamę, to chyba normalne gdyż tak na gorąco po prostu się nie da. Pozdrawiam. |
dnia 10.02.2015 07:08
Czasem trudno z sobą żyć...a jeszcze trudniej rozstać się na zawsze..., pozdrawiam serdecznie:) |
dnia 10.02.2015 07:56
"Kochać, to nie pytać o nic..."; chyba tak, bo rodzą się pytania "nie do zniesienia" i takie same na nie odpowiedzi. |
dnia 10.02.2015 11:18
Wszystkim EMPATYCZNYM jak najserdeczniej dziękuję :((( |
dnia 10.02.2015 12:19
kiedyś, Pani Anielo zacytowałaś mi w komentarzu "każdy umiera w samotności"
dlatego też, nigdy nikogo nie opłakuję, swoich rodziców też. zimny byłem jak kamień. chciałbym by podobnie było przy moim zejściu. pozdrawiam chłodno |
dnia 10.02.2015 12:30
Juliuszu, umiera się w samotności, to prawda, ponieważ kręcący się wokół nas żywi, osobliwie przestają nas interesować.
Inny bowiem już cel przed odchodzącymi. Byłam przy paru śmierciach i wiem - w miarę dokładnie - jak może wyglądać to przejście....
Zimny / zimna jak kamień? Nooo, nie całkiem. Ale na tyle spokojna, żeby nie powstrzymywać idącego się / udającą się w świetlną drogę.
Mój ulubiony Poeta lir zna te stany o wiele lepiej ode mnie, więc może się kiedyś na ten temat wypowie, a może i nie wypowie...
Milczenie często bywa wymowniejsze od przysłowiowego lamentu starożytnych płaczek. |
dnia 11.02.2015 18:24
Czytam i ...wzruszyłam się, bo taki mi bliski. Pomilczę.
Pozdrawiam Autorkę. |
dnia 11.02.2015 19:10
A ja blondynkę8, uściskam :))) |
dnia 15.02.2015 12:42
boli. Czuję ten tekst do kości niestety. Pozostaje nam niknący zapach wosku i więdnące kwiaty. |
dnia 15.02.2015 13:20
Boli? Nie, tylko fantomowo ćmi. Dziękuję serdecznie za dobre słowo :) |