dnia 10.11.2014 21:47
Zbierałam i suszyłam kwiaty lipy, czuję ten zapach. I smak ślazowych cukierków... Ja przepadam za kwitnącymi lipami :) Twój wiersz działa na zmysły. Pozdrawiam. Irga
P.S.
Bardzo mi przeszkadzają kreski oddzielające wersy... :( |
dnia 10.11.2014 22:05
krótko, a treściwie. Czuję zapach lipy, i widzę spadź na kamieniach. Lubię taką poezję, choć przyznam, że nie rozumiem użycia tych "kresek", to chyba zbędne. |
dnia 10.11.2014 23:26
Każdy ma swoją formę zapisu: jeden daje kropkę przed, a właściwie ponad rozpoczęciem oraz po zakończeniu swojego poetyckiego tekstu, moje kreski natomiast oddzielają odautorskie wątki myślowe ;)... |
dnia 11.11.2014 06:34
Ja lubię kwitnące lipy i wcale nie budzą skojarzeń z przyszłą jesienią.Tyle tylko, że pszczół na lipach jest coraz mniej. Pozdrawiam. |
dnia 11.11.2014 07:37
...chodzi chyba o taki ostatni cukierek (jesień), kiedy wszystkie inne już są sknonsumowane (wiosna i lato)...serdecznie pozdrawiam :) |
dnia 11.11.2014 08:11
Uczucie w każdej postaci jest intrygujące.Czucie zapachów to drganie
zmysłów. Przechodząc pod Twoim oknem zobaczyłem Ciebie.
Strofy widać też mogą być karmelowe.POZDRAWIAM |
dnia 11.11.2014 11:00
Niemal "dotykowo". :)
Lipy i suszenie... zapowiadają koniec pewnego okresu aż do przyszłego roku... A nie tylko w przyrodzie... nieco dłużej.
I tylko takie nostalgiczne "wyglądanie".
Tak to czytam sobie dziś.
Ale jak tu "Czarnolesko" nie lubić lip.:)
Pozdrawiam ciepło, jak zwykle.:) Ola.. |
dnia 11.11.2014 11:39
Zyga66! I co znaczy intuicja?
Wczoraj przejeżdżając przez rakowate, bo imitujące city z prekognicyjnych koszmarów krakowskie obrzeża, patrzyłam na resztki liści, że te wyglądają niczym ślazowe cukierki :) Po powrocie do domu odgrzebałam swój wiersz :-)))
A Ty i ja patrząc różnymi oczami, czujemy oraz myślimy niemal identycznie. Czy nie jest więc piękna swoista koincydencja dusz?
Zdzisiu, lipy na tzw. prowincji wycinają w przerażającym tempie, sadząc na ich miejsce te pokidane cyprysiko-cisy plus tuje. W mieście lipy niestety od zanieczyszczeń chorują. Pszczoły natomiast - umierają :((( |
dnia 11.11.2014 11:40
Zapomniałam podziękować Alfredowi za nobilitujące mnie słowa :))) |
dnia 11.11.2014 18:58
...bardzo mi miło, że tak potrafiłem odczytać, coś w tym jest, bardzo cieszy...jeszcze raz serdecznie pozdrawiam :)) |
dnia 11.11.2014 19:00
Wiersz automatycznie kojarzy się z tekstami Safony. I następuje ochota znalezienia całości. A nią są lipy. Ja jako dobre jak i złe strony. Ale bez nich nie wyobrażam sobie ogrodu.
Pozdrawiam |
dnia 11.11.2014 19:08
Jędrzeju K.! Ja też nie wyobrażam sobie ogrodów oraz parków bez lip. Są to moje najukochańsze drzewa, jedynie ten ich smutek przekwitania, wiązania się kwiatostanów w granulki-owocnie, opadanie suchych skrzydełek etc. etc. :(
Dopiero lipowa herbata [czasem z miodem, czasem ze ślazowym cukierkiem] przywraca mi duszną równowagę, sprowadza spokojny sen.
Kiedyś nawet napisałam pod datą 22 listopada taki trójwers:
Ziołowa chyli driada
twarzyczki solarną tarczę
naciąga miodem lipowa herbatka
:))) |
dnia 12.11.2014 06:36
Herbatka zimowa, lipowa, jak cząstka lata, ma zapach i smak, cukiereczek, jak w/w wiersz. |
dnia 12.11.2014 14:46
Mocno sensualny. Pewnie dlatego ni w ząb nie rozumiem. |
dnia 12.11.2014 16:28
adaszewski! Co tu niby takiego do (z)rozumienia? Trochę przyrodniczej obserwacji [jak przekwitną lipy, wtedy i liściom - z wszystkich zresztą drzew - zacznie powoli ubywać życiodajnych soków] podlanej karmelem przewrażlwionej duszy ;-))).
A tęsknota? To bardzo zaraźliwa choroba tak pięknie opisana w "Weselu". Słowami jednej z postaci: przepoetyzowanej Racheli (Singer). :-))) |
dnia 12.11.2014 16:54
pachnie lipą i smakuje ślazowym cukierkiem - jakże dawno to było, i ten lipowy susz "własnego zbioru" i ślazowe cukierki, kupowane w sklepiku u "Pana Żyda" (w '68. go wykopali, więc zostawił w Krakowie kamienicę ze sklepem i pojechał w świat) w drodze powrotnej ze szkoły. Przypomniałaś, Nelu...Uśmiechy posyłam, Ewa |
dnia 13.11.2014 09:46
No tak, racja. |
dnia 13.11.2014 12:05
Nie tylko smutek przekwitania, ale i leżące pokotem lipy starej alei (ścięte, bo chore, przepróchniałe i nibezpieczne) o przemijaniu krzyczą: jakoś tak zawsze, gdy o lipach - to o biegu zdarzeń: bo jakzże złudny jest ten bezruch brzęcżącej pszczoły. |
dnia 13.11.2014 13:17
Tak, Panie Marku, ostatnio stale i wciąż miewam koszmarne sny o skazanych na rzeź lipach :( Z "mojego" Żupnego Ogrodu. Co najgorsze, te moje prekognicyjne majaki zawsze się sprawdzają!
Pisząc o lipach, właśnie myślałam o tych moich, z Wieliczki. Koło niektórych nie dało się przejść, ponieważ okupowały je osy. Inne, zamiast pachnieć, cuchnęły benzyną :(
Lecz jest jeszcze inna, bardzo wyjątkowa lipa. Na dziedzińcu Sióstr Klarysek w Starym Sączu.
Czarnolesko pachnąca, rozbrzęczana i... oskubana. Przez szarańcowatych pątniko-turystów, ponieważ jeden z drugim, zamiast powąchać, to sobie uszarpie. Niby na pamiątkę :| Na jedną godzinę czy nawet krócej :| |