|
Już świt a jeszcze jakby
spało
morze ponętne i ciche
ciemnym cieniem
w głębinie szemrało
przekonane o jego winie
ciężko oddychał
lecz nie ze zmęczenia
upadł rękoma na piasek
plaża biała i wąska
z włosami jasnymi
złączona
jednak oślepiła
modre przerażenie
ukryte w oczach
szeroko na dnie
gdy biegł uciekał
przed sobą
nie widział końca
zaczął się dusić
tak jakby płuca
nie chciały przyjąć
powietrza
z głębokiej uciekł
dżungli
i pamiętał co uczynił
krew lepka , nie schnąca
ściekała po jego szyi
zabił człowieka
nigdy nie radził sobie
z tym co niewykonalne
z tym co nie powinno
istnieć
jednak go naznaczyli
zdecydowali
dali mu sztylet przeznaczenia
pamiętał siebie
i wysokie wieże
okna sklepione guzłami
pamiętał kolorowe
cienie między szybami
jasność i ciemność
na przemian igrała po podłodze
a w rogach wilgotnych
i grząskich
wysokie woskowe świece
wspomnienie to duszne i ciężkie szarpnęło
na moment trzewiami
i ockną się spojrzał
daleko na wody
stopione z chmurami
nie ufać nikomu
nie ufać
zdradliwi bywają ziemianie
nigdy nie mówią
co myślą
język pokrętny kłamie
tyle istnień do śmierci
przywiodły ich oczekiwania
zakamarki myśli
pamięci
kto z nami swój
kto przeciw wróg
wstrząsnął się zachmurzył
usiadł
wysoki i cichy
jak wiatr przy wierzchołku
człowiek zły nigdy się
go nie spodziewał
bo nie szedł nawet
on się przemieszczał
w myślach
cichy był szept
a dłoń mocna i szybka
co teraz będzie
gdzie los znowu go
pośle.
Dodane przez MartaDynysiewicz
dnia 22.07.2014 16:59 ˇ
3 Komentarzy ·
231 Czytań ·
|