|
w zielonym młodym lasku niskiej dębinie
na rozkosznej łączce niewielkiej łysinie
zacny anioł z diabłem grał zawzięcie w karty
a gra ze złym w karty to nie byle żarty
zakapturzeni po oczy zakutani po uszy
nuż ich z wysokości jeszcze pan usłyszy
grali o to kto ważniejszy wśród boskich żyjątek
komu mam się kłaniać każdy świątek piątek
kusy jak to kusy zręcznie oszukiwał
cherub wprost oszalał gdy go tamten kiwał
to klął jak ten szewc to trząsł się ze złości
na obliczu czarta uśmiech tryumfu gościł
w końcu nie wytrzymał że go fircyk grabił
wyjął miecz z zanadrza i paskudę zabił
upchnął jego truchło w starej lisiej jamie
potem przyszedł do mnie i czeka na bramie
|