|
Niebo drętwieje w kolorach burzy,
wszystkie zachody spadają na głowy
ludzi. Tych spoza granicy ubóstwa.
Leje z cebra, nawet jeśli aktualnie bezdeszczowo.
Parasole - sito, kalosze - papier.
Nawet słowa mokną.
Duszno, aż zapiera na rogu. Tego od wystawania
w nadziei cudu. Jakiegokolwiek, nawet pod postacią
chleba.
Tymczasem wróżbici, z szerokim uśmiechem, bredzą.
Za stawkę operatora.
Z vatem.
Spadło, ale oni i tak na klęczkach. Szukają zdjęć
z dzieciństwa. Albo czegoś zupełnie innego.
Najlepiej uznać, że to modlitwa.
Jak najbardziej dziękczynna.
Dodane przez Wierszopis
dnia 10.07.2013 20:01 ˇ
4 Komentarzy ·
357 Czytań ·
|