|
I
W zamierzchłych czasach gdzieś nad Strwiążem
W swym zamku mieszkał pewien książę,
Tuż obok stała zaś altanka,
Gdzie kazał posłać dla bratanka.
Bratanek z twarzy dość był płaski,
Czym przypominał swoją matkę,
Lecz pisał zgrabne skotopaski.
Książę załatwił mu posadkę.
II
Pewnego razu, końcem kwietnia,
Gdy książę znowu coś uświetniał,
Zawezwał swego protegé
I doń skierował słowa te:
"Najdroższy synu mego brata,
Chciałbym, byś jeszcze tej jesieni,
Nie owijając, się ożenił;
Co więcej - jużem cię wyswatał!
By ci wyjaśnić, o co chodzi,
Starczą dwa słówka: fajna wdówka,
Wiesz, primo voto i de domo...
Poza tym to oboje młodzi
Możecie liczyć na mą pomoc".
III
Gdy książę dalej się pogrążał
W tym leksykalnym bałaganie,
Bratanek "Stryju" - rzekł - "znad Strwiąża,
Strasznie mnie wzrusza twe staranie,
Lecz zanim stanę przed ołtarzem,
Niech między nami zakład stanie:
Gdy wygrasz, zrobię, co rozkażesz,
Lecz jeśli to ja będę górą,
Z twego się szewca zwiążę córą".
IV
Zgodził się książę, na co młodzian:
"Pod zamkiem stoi moja skoda,
Klucz do niej dawno się zapodział,
Lecz w sumie żadna to przeszkoda.
Gdy do niej wsiądziesz jak do fiata,
Po czym wysiądziesz z niej jak z forda,
To będziesz sobie mógł mnie swatać
Z córką samego choćby lorda".
V
Książę pod zamek wrócił zaraz
I wtedy zrobił się ambaras,
Bo kluczyk jednak by się przydał,
No a bez niego wielka bida,
Lecz przegrać zakład nie interes,
Więc książę wezwał consigliere -
Ten, wzorem króla Salomona,
Kazał zastępczo rzecz wykonać.
Zrobiono zatem, jak zażądał,
I młodzian wdówki mężem został,
Bo książę splunął jak z wielbłąda,
Ale upadło w piach jak z osła.
Dodane przez Maciek Froński
dnia 09.04.2013 13:21 ˇ
8 Komentarzy ·
380 Czytań ·
|