|
I jeszcze raz obróciła krew
Serc naszych czarne bryły
Orszaki sinoszarych korpusów
Znów zalewają metropolii arterie
Nucąc codzienne litanie rachunków
W imię syntetycznego porządku
A entropia czyha wszędzie
Koślawą ręką stawia swoje równania
Prawdy i fałszu wiecznej kalkulacji
Tego, co trwać będzie, a co nie
Z jej kaprysu pęka szlachetny mięsień
Stygnące tkanki powoli oplata
Siecią ciemnozieloną jak bluszcz
Lubi też grotem dźgać między żebra
W zdradliwej ochrony membranę ssaka
W kaskadach ołowiu tańczyć, zostawiać
Ekspozycję krwawych dziur
Ciska zużytymi atomami w niepamięci odmęty
Implodującej gwiazdy w pasie Oriona
A wszechświat jak nad mrowiskiem pochylony
Słucha genetycznych sznurów skwierczenia
Czasem chciałbyś mieć skórę gada
I równie zrogowaciałe sumienie
A w każdej komórce geniusz wpisany
Własny ogon odciąć, by przetrwać
Na darwinowskiej arenie
Bogobojne małpy wiją się skrzętnie
W objęciach brudnej oksytocyny pościeli
I jeszcze nieśmiertelny rdzeń pląsa
Zmieniając przebrania z tych kruchych ciał
Wpatrzonych bezsennie w bruk
Świadominieświadomi
Dodane przez magnum357
dnia 09.03.2013 21:45 ˇ
0 Komentarzy ·
203 Czytań ·
|