|
Zapiski wieczorne bardzo osobiste
(bez rannej korekty)
***
Życie
A może tylko oddech
Jeden oddech za dużo
By spełnić marzenia
Lepiej nie oddychać
A może oddychać
I być jak wiatr
Wolny
Chcę być wiatrem
Umrzeć i żyć
Na wieczność
15.10.2012
***
Sens
To wiara w jutrzejszy poranek
Pochmurny czy pogodny
Nadzieja, która umiera
Wieczorem
Brak sensu
To rozkosz nie bycia
Ulotne myśli na nirwanie
Śmierci
To noc, która przychodzi po dniu
To nasze życie
Pozbawione sensu
16.10.2012
***
Marzyłem, wierzyłem, ufałem,
Zostałem, przestałem, przegrałem,
Walczyłem, chciałem, kochałem,
Nie znałem, nie słuchałem (jej),
Boję się zamknąć oczy
Bo każdy kolejny dzień
Niewiarą się toczy
Kpiącym uśmiechem losu.
16.10.2012
***
Dotknąłem sierści psa
Chłodnej wilgotnej śmierdzącej
Poczułem ciepło dotyku
Ciemne wierne oczy
Spojrzały na mnie
Radość wypełniła moje serce
16.10.2012
***
Na parapecie leży liść
Nieruchomo ogrzewany
Jesiennym słońcem
Jeszcze nie pożółkły
Lecz lekko nieświeży
Chciałby polecieć z wiatrem
Ale czeka cierpliwie
Kiedyś odleci daleko
Na pobliski bruk
Później zgnije w kałuży
Bez potomstwa
17.10.2012
***
Z tamtej strony lustra
Jestem zupełnie inny
Może bardziej samotny
Może bardziej szczęśliwy
Lustro starzeje się
Traci wyrazy i kształty
Troszczę się o nie
Jak o wielki skarb
Patrzę często
I nic nie myślę
18.10.2012
***
Rano widzę inne kolory
Jakby bardziej rześkie
Nawet kac jest inny
Ciekawy popołudnia
Planuję trzydzieści minut
Oderwania od szarości
Tych samych lęków
Kręcąc nabożnie papierosa
Zbieram ostatnie pyłki tytoniu
Minuty szybko mijają
Muszę wracać (gdzie?)
18.10.2012
***
Przyjemne dawne spotkania
Na które dniami czekałem
Gdzieś naiwnie umknęły
Wróciły koszmarne przesłuchania
Z oczami ukrytej nienawiści
Rozum dając ratunek
Wstrzymuje rękę przed ruchem
Ataku cichej bezsilności
Kryjąc szczere emocje
Niemym zimnym spojrzeniem
18.10.2012
***
Południowy smak kawy z wanilią
Wonnym aromatem otoczył przytulny pokój
Z każdym łykiem dodawał ciepła
Banalnie namiętne usta
Czerwienią słodyczy delikatnie szepcąc
Wzdychały lekko rozchylone
Głuchy telefon przerwał senną ciszę
18.10.2012
***
Ławka jest czwartkową poczekalnią
Wśród wolnoidących mrówek
Patrzę ukradkiem na zegarek
Bez szybszego bicia serca
Gdzieś daleko biegam myślami
Lecz napotykam granicę
Własnej pruskiej wyobraźni
Marzenia już są po drugiej stronie
A ja nadal siedzę na ławce
18.10.2012
***
Wspomnienie wróciło na chwilę
Pewnego pikniku na kocu
I dziwnej zimowej w chacie nocy
Parkingu wśród pijackich szczochów
Wąskich galerii tuneli
Chwili seksu na zapleczu
Rozmów i treści pisanych
Tych nie do końca
Myśli i słów zrozumianych
Życie zamarło - serce umarło
Szczerą milczącą tęsknotą
18.10.2012
***
W domu jestem bezdomny
Tylko sen daje spokój
Nie mogę spać ostatnio
Budząc się szukam powrotu
Do przerwanego snu
Tam toczy się życie
Moich lęków i problemów
Kolorowy świat nocy
Powoli staje się dniem
Czas wkrótce zamienić
Życie na śmierć
By oddychać głęboko
20.10.2012
***
Za oknem kościelna wieża
Z wolna dawne wieki odmierza
Sucha stara bułka
Przedwczoraj była świeża
Złamanym zębem gryzę powoli
Zapominam o swej niedoli
Nie mówię o tym nikomu
Łzę ocierając po kryjomu
Patrzę na wieżę
I w nic nie wierzę
20.10.2012
***
Tego lata nie jadłem truskawek
Nie widziałem też słońca
W dusznym pokoju więzienia
Spotkałem dobrych ludzi
Choć brama była otwarta
Z żalem opuszczałem mury
To nie było zmartwychwstanie
I dusza nie zaznała spokoju
Wróciłem w oziębłe strony
20.10.2012
***
Sercem krótkiego oddechu
Miarą nocy bezdechu
Wolnym zegara tykaniem
Otwieram bezkresne otchłanie
Szerokim słońcem skąpane
Ciepłym piachem zasypane
Gdzieniegdzie kamień wystaje
Kształt głowy udaje
Tam szukam człowieka
Co od śmierci ucieka
Piachu suchego dotyka
I nagle dziwnie znika
Przerażony patrzę dokoła
Może wiatr zawoła
On woła r11; nie, nie woła
21.10.2012
***
Codziennie dotykam śmierci
To moja przyjaciółka
Niewinnie flirtujemy
Grając o dużą stawkę
Ja ją kocham
Ona mnie nie bardzo
Mówię do niej uczuciami
Ona odpowiada realiami
I tak sobie rozmawiamy
27.10.2012
***
Uciekam os światła zieleni
Jesiennym mokrem okryty
Marznąc rozgrzewam dłonie
Świece choć całe knoty mają spalone
Chowam głowę w ramiona
Wchodząc w głęboką kałużę
Zimno roztacza się dookoła
Baśnie zasypiają ukradkiem powoli
Nie widząc gwiazd ni księżyca
Ciemne chmury wiszą leniwie
Kurwa kolejna kałuża
28.10.2012
***
Małymi krokami krótki cień
Powoli przychodzi do mnie
Jak gość od dawna czekany
Słyszę szepty na schodach
Dwadzieścia trzy jeszcze zostały
Do drzwi otwartych po prawej
Dzwonek we mnie dzwoni
Na pomarańczowo niebieskim sznurze
I to miejsce w zaułku
W połowie doby od niby lądu
I krawat wiązany na dwa guzy
Jeszcze szybko palony papieros
Przed moją podróżą nieznaną
Do jutra przyjacielu
28.10.2012
***
Sen jest klątwą zmęczonych ludzi
I utraconym rajem tych, których celem jest nicość.
Nie mam już siły
Nie daję rady
28.01.2013
***
Wróciły tęsknoty, umarły radości
Stan równowagi gdzieś zniknął
Słowa nie posiadają już treści
I też dyskretnie ucichły
Modlitwa nerwowo szeptana
Myli wiersze i treści
Krew w skroniach pulsuje
A dreszcze tulą ciało
28.01.2013
Dodane przez amarillion
dnia 13.02.2013 13:11 ˇ
3 Komentarzy ·
227 Czytań ·
|