|
Oddycham pełnią swoich płuc
Dwudziestokilkuletni gnój
To znaczy poeta i wszelkie jego gwary
Zamożność przepych schludność
Szacunek społeczeństwa
Budzę się rankiem jak skowronek
I śpiewam cudnie przy goleniu
Znajomych rodziny czy przechodniów
Te swoje ody pieszczotliwe
Drugie śniadanie jadam w bistro
I tylko z piękną samotnością
Bo o tej porze jest tam pusto
Menu podarto przecież w nocy
Na obiad chodzę z przyjaciółmi
Wiernie oddaną mi elitą
I wtedy często rządzi fiolet
Bo wszyscy są uduchowieni
Przychodzi senne popołudnie
Grając zuchwale ze mną w oczy
Wtedy to idę do hotelu
Bacząc by deszcz mnie tam nie zmoczył
Wieczorem budzę się w pustyni
Bo wielkim jestem podróżnikiem
Oazy szukam w mapie chwili
Lecz mapę już mózg mój pożarł
Przychodzi noc - cyganka co źle wróży
Do której się przytulam twarzą
Szukając swego dnia i siebie
Co tylko cieniem jest - z pochodnią pióra
Konam
Dodane przez Autsajder
dnia 03.02.2013 10:45 ˇ
2 Komentarzy ·
227 Czytań ·
|