|
wspiął się i był już tuż tuż niemalże u szczytu
tam gdzie on dumny olimp srebrną czapą się mieni
jestem donośnie krzyknął a krzyk ten zachwytu
zbudził drżącą u żlebu lawinę kamieni
żył wygodnie dysząc mówił bogom o sobie
nie dla siebie tu jestem wysłuchajcie tych skarg
paszoł won mu odrzekli nieczuli bogowie
gdy go z wielką zręcznością rzucali na piarg
mieli niezłą uciechę tyle szczerej radości
gdy się zsuwał niczym gałgan a kiedy im znikł
wrócili do rozważań co wiesz o miłości
bo i na tym się znają między nami jak nikt
|