|
O piątej nad ranem w sierpniu,
niebo wchodzi w jagodową czułość
z czasów, kiedy Żwirek
i Muchomorek leżąc na dachu
parowali w gwiazdy. Przez chwilę
rozciąga się świetlisto-niebieska plastelina
tamtych wieczorów. Po dobranocce
wyłączała telewizor. Dzieci szły spać.
Jednak chłopiec wstawał i porównywał,
czy niebo nad domem gaśnie tak samo,
jak w bajce. A potem leciał
mleczną drogą na rosyjskiej rakiecie.
Oto odwiedził planetę, na której
wszyscy chodzili w uszankach. Pijany Baca
śpiewał odjeżdżając na przyczepie.
Kiedy obudził się rano myślał o drabinach
wchodzących w obłoki. Tam, po drugiej stronie
musi być dobry Bóg w koronie. Na widok szkoły
drabiny poznikały. Ziemia kołysała się jak morze.
A potem przyszedł kwiecień i lęk
ustał, i z klas wypłynęły żaglowce.
Niemal wszystko miało miękkość chmur.
Każdego dnia bociany lądowały w ciepłych krajach.
Słońce wołało na alarm, kiedy znikaliśmy w zbożu.
Starzy ludzie podchodzili, i płakali - ponieważ zobaczyli
dusze jasne, niepochowane do końca w życiach.
Jestem pewien, że było w nas jakieś niebo.
Dodane przez Wirus
dnia 28.08.2012 20:26 ˇ
1 Komentarzy ·
246 Czytań ·
|