|
Wdech Panie Boltzen - biały dom tonie
Rzeka wylała wcześniej tego roku
Pierwsze odfrunęły muszki owocowe
Turkot skrzydeł nasączył przejrzałą twarz
Dobrze, że nadchodzi wiosna
To zwycięstwo nad głodem, zimą,
nawet śmiercią
Słyszy Pan?
Szmer w podbrzuszu z piwnic
maszerują pająki, myszy, kraby
Lepkość podniebienia, zmurszałe
domostwa opuszczają ślimaki
Falą rozpulchniła ściółkę ogrodowa emigracja
drewno zamokło, rzeka nie patyczkuje
Z pierwszego piętra dotykamy tafli
brodzimy w poszukiwaniu ostatnich żyjątek
- Jak Pan uważa, powinniśmy już wracać?
Zarzucił sieć. Złapał usta w podkówkę
- Powinniśmy
Woda oniemiała twarze, nie dała
czasu na sztormowanie, wybija nurtem
zawiesiny sekund pozyskiwania błękitu
z czepka mieszczanki, struchlałej
wnuczki z obrazu Exnera, wybija kłęby
nut na fortepianie, ostatnie tchnienie
w rytmie Anawa, wybija zwoje
liter na podgniłej maszynie, poplątańce
w labiryncie filozofii tęsknoty.
Wydech Panie Boltzen.
- Zrobiłam już zapas tlenu na to nasze okropne, miejskie życie.
- Tak Pani uważa?
- A Pan?
Dodane przez Giordana B
dnia 03.07.2012 12:59 ˇ
2 Komentarzy ·
431 Czytań ·
|