Landszaft słowem malowany
Dodane przez Janusz dnia 07.02.2017 00:25

Wnęka stawu, otoczona bogactwem mieszanego lasu.
Na nieostrej granicy ziemi, wody i powietrza
powikłany labirynt gałęzi, trzcin, sitowia, trawy.
Tajemne chóry, pod batutą niewidzialnych dyrygentów,
wyśpiewują szepty, pluski, kumkania, trzepoty.
Nieco dalej sosny powiewają rękawami brzóz,
jodły kołyszą paciorkami kolorowych jarzębin,
olchy tulą przed wiatrem giętkie leszczyny.

Na malachitowej tafli wody samotny, biały łabędź -
jak mityczne wcielenie Zeusa, kochanka Ledy.
Omijając biało-zielone plastry wodnych lilii,
płynie majestatycznie w stronę sitowia.
Samotny łabędź - grający niestrudzenie tytułową rolę
w nieustannym, czarownym spektaklu przyrody.
Kto wie, może wolałby być skromną kurką wodną,
żyjącą niewidzialnie w prostym świecie trzcin.