opowieści ze starego pieca: luźne zwisy i krasnale
Dodane przez Alfred dnia 21.01.2017 07:48
za górami za lasami
gdzie nie docierają smutki
żyły zdrowo i wesoło
dwa malutkie krasnoludki

wokół park się rozpościerał
wielki jak w mieście New York(u)
z trawą równo przystrzyżoną
akurat do samych (worków)

gdy krasnale do marketu
po bułeczki pomykały
strzępki trawy w okolicach
luźnych zwisów je głaskały

śmiały się i tańcowały
rozpraszając wszystkie smutki
całe miasto rozśmieszały
dwa malutkie krasnoludki

pozazdrościł burmistrz sławy
a że rozum miał zbyt krótki
nie pozwolił kosić trawy
posmutniały krasnoludki

rosła trawa jak szalona
milimetrów jej przybyło
ucichł śmiech małych krasnali
smutno w parku się zrobiło

skrzyknęli się wszyscy ludzie
ci co w parku czas spędzali
poszli społem do burmistrza
w sprawie trawy i krasnali

bumistrz wysłuchał petentów
siorbiąc przydziałową kawę
pod naporem argumentów
kazał równo przyciąć trawę

znowu skrzaty pobiegały
czując wenę w swoich (jajkach)
smutki śmiechem rozpraszały
i tak kończy się ta bajka