Świeżość przewidywalnego albo Jerzy Jarniewicz „Skądinąd”
Dodane przez adaszewski dnia 26.12.2016 10:03
To było tak: Znudziło się picie i tańczenie
mlaskanie, bezwstydne podnoszenie oczu, kiecek.
Nie chciało się moralizować, wierzyć w chrystusiki.
Zeszło się więc na jakieś tam manowce i wlazło
w jakieś tam pokrzywy. Najważniejsze, mówiło
się, że życie jeszcze nie skończone, jeszcze
chwila, a przecież ułamek sekundy, przy odrobinie
szczęścia, potrafi otworzyć oczy, rany, drzwi
zaczarowane wrota, rozsupłać zasupłane
po raz nie wiem który powiedzieć, wykrzyczeć to samo
tym samym grożąc, to samo sobie obiecując.