Po(eta)mpeje (Jackowi Kaczmarskiemu)
Dodane przez Grafoman Triumwiracki dnia 26.04.2016 22:02
Przy kaganku siedząc, przy świecy blasku,
Wśród nocy ciemności i pióra szmeru,
By uchronić ich od śmierci potrzasku,
Spisuje śpiewak dzieje bohaterów,
Pisze tak szybko, nie usłyszał trzasku,

Wtem psa szczekanie, hałas się podnosi,
Wyszedł poeta ze swego pokoju,
Patrzy na miasto, skąd dźwięk się unosi,
Miasto uśpione po całym dniu znoju,
Biegają tylko niewolnicy bosi,

Zniecierpliwiony wrócił do pisania,
Strofy za strofą i strony za stroną,
Mózg wciąż ucieka do dźwięku szczekania,
Żadna chwila nie może być straconą,
Więc pisze dalej bez chwili zastania,

Patrzy- w pokoju jaśniej się zrobiło
I psie ujadanie nabrało mocy,
Coś o dachówki lekko się obiło,
Już jasno jakby się miał stać dzień z nocy
I przerażenie za gardło chwyciło,

Stanęła w płomieniach nad miastem góra,
Do psa dołączyły ludzkie okrzyki,
Do sakwy wiersze które mu się uda
Pakuje poeta, dokoła krzyki,
Nad miastem jarzy się czerwona smuga,

Biegnie przed siebie, na karku złamanie,
Wśród krętych dróg i przerażonych ludzi,
Już tyran leząc w pałacu nie wstanie,
Zaszlachtowany on przez własne sługi,
Nie ujrzy świtu, jeśli ten nastanie,

W świątyniach światła, słychać ludzkie głosy,
Wznoszone są modły o ocalenie,
Lecz wszystkich tutaj przesądzone losy,
Już na nic prośby, wołania, grożenie,
Zbawienia nie kupisz za złota stosy,

Pies wciąż ujada, tłum przez miasto pędzi,
Więzień przy kacie, głupi obok mędrca,
Wszyscy oni równi w obliczu śmierci,
Ogień zabójczy do bramy ich spędza,
Zapach wolności już nozdrza nęci,

Ktoś krzyczy- to koniec, zniszczona brama!
Poeta w szoku, sakwę mocniej łapie,
Staje w miejscu tłum, z nieba popiół pada,
Czy na marne wszystko? Dym gardło drapie,
Czarny kobierzec Poetę przygniata,

Przykrywa śpiewak wiersze własnym ciałem,
Dusza zeń uchodzi z ostatnim tchnieniem,
Chowa się w rymy, z nimi się ostanie,
Przed płomieniami i śmierci spojrzeniem,
Czekając cicho na ludzkie wezwanie,

I tak wraz miastem kończą się losy Poety,
Zastygł,
Już pogrążon
W wiecznego snu stanie,

Jutrznia na niebie światłem obejmuje
Sczerniałe kamienie upadłego miasta,
Wtem słychać głos,
Kamień odsunięty,
A pod nim leży osmalona sakwa,
W niej młoda dłoń pergamin odnajduje.