Nadzieja
Dodane przez Mundek dnia 28.02.2016 15:47
Tli się czeluść otchłani potwornie,
Pozornie to ogień i poza nim nic.
Szkic tej przepaści przeraża ogromnie,
Swobodnie kreując czerwoność mych lic.
Widz tłamsi radość, nieprzerwanie milczy,
Wilczy apetyt na cudzy błąd rośnie.
Wzrośnie ciekawość, czy wciąż będzie kpił czy
przemilczy, czy cały milczeniem obrośnie?
Po wiośnie, przed latem, nie stracę poczucia, że
Wre praca mięśni dusz uszczypliwych,
Leniwych mentalnie, bestialskie okucia swe
Depczą wśród mroku i dni nieprawdziwych.
Uczciwych okradną, tchórzami zawładną,
Przepadną lecz wrócą. Zawsze wracają.
Rzucają wyzwanie, starannie odgadną
Nieuniknione. To co się stanie.
Otaczam się wizją podróży do głębi,
Gdzie mijam tysiące myśli tak różnych.
Tych brzydkich i pięknych. Nim się zazębi
Klimat wszelaki, ucieknę od przykrych i próżnych.
Droga jest trwaniem, co gdy przestanę?
Co poczną myśli zmęczone podróżą?
Nadzieja powiedzą, to ich przystanek,
Co byłoby gdyby - zabrakło nam stróża?