Drozd i sokół
Dodane przez Oby Bruce dnia 08.02.2016 09:39
Znałem kiedyś dziewczynę pewną,
Co o lasach wiele mówiła.
Stała tuż obok lecz pójść nie umiała,
Stary mur zasłaniał jej ręką.

"Co Cię trapi moja miła panienko?"
Odpowiedziała cicho, na sercu jej lekko.
"Tam szumi cicho, jak moje słowa.
Nigdy nie widziałam drozda i sokoła".

"To mity wielkie i stare, ciężko je strawić.
Gdzie one tam tylko szczyty i granie"
"Nie mój drogi" - ucichła do granic.
Tylko szept słyszałem, tak mi się zdaję.

Jej oczy paliły, zostać tu nie mogła za nic,
Później głupi wiedziałem jak mogłem ją zranić.
Dusza dziewczyny tam, biegała wolnym tchnieniem
A ja rozmawiałem tylko z jej przyziemnym cieniem.

I tak dnia drugiego wcześnie, jednym słowem
Los w drobnych rękach wylądował wreszcie.
Stała nad murem grożąc mu scyzorem.
"Nie zatrzymasz mnie w tym przeklętym mieście!"

Uciekała szybko, krokiem lekkim na pewno,
Stopy jak skrzydła, uniosła się lekko.
Lecz machnęła rączką nieco bezwładnie,
Jeszcze chwila i zaraz upadnie!

Mur w tym momencie wstał, myślał ją dogonić.
Otrząsnął się z gromu, z dziewczyny on spadł.
Wziął sznur, chciał nim się głupiec bronić,
I krokiem ciężkim, i niezdarnym tak gnał.

Wrześniowe drzewa jej włosy czerwienią skryły,
Tuląc do siebie nie mogły oddać dziewczyny.
Lecz ona zatruta jeszcze chwilę tym miastem
Oddychała głośno bała się walczyć ze starcem.

Nie chciała oddać lasu, już go pokochała.
Wierzyła mocno - "Tak się nie stanie,
Że znajdzie mnie stary, wrócić będę musiała."
Lecz to tylko na duchu podtrzymanie.


Rozwinięty sznur starca coraz mocniej się zapętlał,
Płacz pięknej dziewczyny jego wyczynów nie zelżał.
Dusza już szara wracała leniwie, nieśpieszno,
Bo coraz ciaśniej ją wiązał, uderzał ręką.

Deszcz w tej porze marnej, kropel kilka ronił
Zmywał cierpienie pięknej twarzy lecz bladej.
Chociaż od niewoli kującej nie ochronił,
Chciał zmyć zaprawę, lał mocniej i żwawiej.

Karą jej były myśli zbyt ludzkie,
Że się nie uda, że marzenia są złudne.
Wiedziała, że nie natrafi się taka chwila
A Ty, Boże! Nie pozwól by pobłądziła.

Znałem kiedyś kobietę pewną
Co w lesie już się nigdy nie martwiła.
Żyła tam i umarła na pewno
jako nimfa wskrzeszona, na mnie patrzyła.