Tkanka bliznowata
Dodane przez Wierszopis dnia 30.01.2016 12:29
Dookoła żywa materia
języka. Zdania złożone na wyższym
poziomie.

Nie wiedząc jak oddychać
wulgarnie grzebię palcem
w otwartych ranach proroczych wizji.

Ślepy, przyziemiony, koncentruję się w rejonach
bliskich piekłu i wszystkim grzechom
cielesności.

Tysiąc i jeden smaczków,
które tu zwykliśmy nazywać życiem,
drażni zmysły.

Powoli tonę w ulicach. Po fakcie zejście
zarośnie. Później zachłanne kroki zedrą
strupy.

Do gołej skóry miasta. Koniec.
Albo początek.