Listopadowy poranek
Dodane przez Kazimiera Szczykutowicz dnia 17.11.2014 08:10
uparta ciemność
przylepiła księżyc do szyby
zbliża się do "c"
na szafirowym tle
pulsują gwiazdki różnej wielkości
silą błyski
światła w prostokątach
zawiesiły kloce betonu
pomiędzy bryłami
pieski z właścicielami
spacerowym krokiem
podnoszą tylną nogę
przystanek z tablicą świetlną
liczy minuty odjazdów
drożne żyły miejskiej krwi
już sfrunęły czarne ptaki nocy
ze snu dobywają krzyk głodu
światło wprowadza żar wschodu
obłoczki różowieją
jakby rumieńce zdobyły
w pierzastym cieniu dnia
nagie drzewa kreślą trójwymiar
sieć na której przysiadają kawki
krzyk rozdziera powietrze
pod wiaduktem światła autobusu
mój numer zgarnia z przystanku
oddalamy się od parku nagich drzew
wznoszą ramiona ku niebu
jakby chciały uwolnić się
od czerni skrzydeł
zatrzymany w pamięci krzyk
wymazuje warkot silnika
mowa miasta zmienia ton
wysiadam słychać dzwon
perlisty dźwięk wzbija się ponad
jasność dnia