Wywiad ze Śmiercią.
Dodane przez Burza Nasycona dnia 26.05.2013 16:33
Ja: Śmiercio moja,
groźna, blada.
Czy nachodzić tak wypada?
Biednych, rządnych życia ludzi,
których twa obecność trudzi?
Śmierć: To ma praca, obowiązek,
zbierać zwiędniętych gałązek,
całe garście, całe masy.
Tak i w te i w tamte czasy.
Ja: Spytać trzeba Cię ma śmierci,
niepewność w żołądku wierci.
Możesz rzec kiedy odejdę,
kiedy w twoje progi wejdę?
Śmierć: Mój bezsilny śmiertelniku,
z życiem swym nie rozwodniku.
Wiedza ta by nie sprzyjała,
w myślach byś mnie ciągle miała.
Kryła ciągle gdzieś po kątach,
bała siedzieć w wyrok-sądach.
Przyjdę kiedy pora będzie,
teraz czcij swój żywot wszędzie.
Ja: A czy będzie to bolesne?
Są pomyłki, tak przedwczesne?
Czyż to szybko, czy powoli.
Co się czuję w tej niedoli.
Toż to wszystko mimo woli!
Śmierć: Bólu nie ma.
Toż się nie martw!
A pomyłki? - Też szydera!
Przesz ich z głową się wybiera!
Jakie tempo? To zależy.
Ludzie kłamcy, czy też szczerzy.
Co do uczuć w tej niedoli,
każdy uczy innej roli.
Jeden alkoholik życia,
drugi ma zaś wstręt do picia.
Mimo woli, czy też nie.
Wyjścia nie ma, słuchasz mnie.
Ja: Śmiercio, więcej słyszeć nie chcę.
Dziś się oddam tej ucieczce.
To przed Tobą, jak najdalej,
w długiej sukni szczęścia, białej.
Wdzięczna Ci za tą rozmowę,
wprawdzie kończę swą przemowę.
Śmierć: Dobrze robisz, biegnij szybciej,
a na przyszłość myśl też bystrzej.