Litania bezcelowa
Dodane przez Wierszopis dnia 13.04.2013 14:54
Pląsa, rozpustna, z tyłkiem na wierzchu.
Bezeceństwo.

Na raz;
coś przepala bezpiecznik w telewizorze.
Kość niezgody na zupę.
Ludzie - darmowa wyżerka, pękają spodnie,
jakaś sukienka.

O Panie, miej litość.

Na dwa;
zrobiło się poważnie, jak na pogrzebie.
Układają mowę, wciągnięte brzuchy
spazmatyczny oddech.

O Panie, miej litość.

Na trzy;
Kompletnie nic, pusta lodówka.
Dziadek mruczy w malignie:
"śmierć wrogom rewolucji"
- zatkajcie mu usta.

Bieda trzeszczy w szwach, nocą,
za dnia.
Tabletki nasenne.

O Panie, miej litość.

Na cztery;
gala piosenki biesiadnej,
pij, jedz - włos ci z głowy nie spadnie.

Cesarzowi, co cesarskie, nam resztki ze stołu.
Psignat.
Albo i dosadniej.

O Panie, miej na względzie:
pląsa, dziewoja - jakież to ładne.