Czas w czasomierzu
Dodane przez Autsajder dnia 03.02.2013 10:45
Oddycham pełnią swoich płuc
Dwudziestokilkuletni gnój
To znaczy poeta i wszelkie jego gwary
Zamożność przepych schludność
Szacunek społeczeństwa

Budzę się rankiem jak skowronek
I śpiewam cudnie przy goleniu
Znajomych rodziny czy przechodniów
Te swoje ody pieszczotliwe

Drugie śniadanie jadam w bistro
I tylko z piękną samotnością
Bo o tej porze jest tam pusto
Menu podarto przecież w nocy

Na obiad chodzę z przyjaciółmi
Wiernie oddaną mi elitą
I wtedy często rządzi fiolet
Bo wszyscy są uduchowieni

Przychodzi senne popołudnie
Grając zuchwale ze mną w oczy
Wtedy to idę do hotelu
Bacząc by deszcz mnie tam nie zmoczył

Wieczorem budzę się w pustyni
Bo wielkim jestem podróżnikiem
Oazy szukam w mapie chwili
Lecz mapę już mózg mój pożarł

Przychodzi noc - cyganka co źle wróży
Do której się przytulam twarzą
Szukając swego dnia i siebie
Co tylko cieniem jest - z pochodnią pióra
Konam