Ironia
Dodane przez Ynlodan Kyrtap dnia 16.07.2012 18:32
Zostaliśmy skazani
i na to wygląda,
że nic się w najbliższej
przyszłości nie zmieni.
Ręce i nogi tak łatwo
nie puszczą na wolność.

Poczęcie musi przeminąć
i pogrążyć się w mroku
jakby w istnym grobowcu.
Narodziny okażą się śmiercią
miękkiego kosmosu
do życia.

Na to jednak wygląda,
że parterem jest ciało,
a jawa jest wybitnym mieszkańcem,
że nawet nie wyjdzie na spacer,
choć sny się sypią.

Męczy upór zegarków
za ślepych, by spostrzec,
że tłuką wskazówkami
o ścianę z niczego.
Daremny jest trud dzwonów
na wieży i epok.

Klepsydry krztuszą się piaskiem
nie mogąc go przełknąć.
Rzeki jeżeli już
to pomachują
same sobie na pożegnanie.

Południe nie zatrzyma się w mieście
przejazdem
na chociaż ułamek po zerach,
nie mówiąc już nic o noclegu.

Deszcz musi być uporczywy
w tym swoim spadaniu,
jakby przed czymś uciekał
chociaż ziemia poluje.
I na następne kałuże
są pajęczynami.

Lustra przyglądają się sobie
i tylko ten jeden
brakuje im krok,
żeby mogły siebie zobaczyć.

Najbardziej zachłanna
okazuje się przestrzeń,
a drogi nie dobierają się w pary.

Słońce musi otwierać
galerie obrazów,
które doszczętnie grabione są w nocy
i nagle tak bez powodu
zwracane co rano.

Okna okazują się okiem
ustawionych w szeregu
stubarwnych cyklopów,
których już przywykliśmy
nazywać widokiem.

Czas zniszczył już tyle rzeczy
chociaż sieje zniszczenie
nawet w samym sobie.
Wszystko co tutaj przeminie
jest jego ruiną,
ogromnym pobojowiskiem
i to ma nazywać się przeszłość.

Wieczność tutaj na ziemi
jest jedynie partyjką warcabów.
Póki co nie została
jeszcze rozstrzygnięta.
Uważaj: słońce zbiło pół nieba i chmury.

W centrum uwagi są
zmarli na zdjęciach
i przestrzeń.

Strony świata i każdy wiatr
nie mają szansy
na książkowe wydanie,
a najbardziej poczytne są zmarszczki.

Ciało zaledwie jest mapą
nie do odczytania,
a życie na niej jest wyspą,
choć nie wiem gdzie płynąć.

Zapomniałem dopisać jeszcze
jedną w sprawie: o nieskończoności.
Ale wtedy wiersz nie mógłby
się nigdy skończyć.