Czterej
Dodane przez aleksanderulissestor dnia 25.03.2012 09:59
jeźdżcy apokalipsy
albo perypetie
                                I
Rzekł bóg... i westchnął z trudem na stronie
Czas już wam w drogę... czas siodłać konie
Rzecz wielka w dziele... wam dziś przypadnie
Ruszajcie zatem... sprawcie mi się ładnie
Żadnego pobłażania litości żalu ani odrobinę
Obróćcie ziemię... w gruzy popiół i perzynę
Wzniećcie tam.... wojny plagi klęski i pożogi
Tymczasem... życzę wam szerokiej drogi
Do pracy moje dziatki zróbcie to najskładniej
Nagroda was nie minie i coś ekstra wpadnie
Tu w zarządzie nieba... to co... w mojej mocy
A konie posłużą jeszcze do niebieskiej karocy
                                II
Obrzydli mi już ludzie... zawiedli... dopiekli
Żyją... jak te zwierzęta... są jak one wściekli
Im więcej grzeszą tym więcej mi tam kadzą
Rozkoszują się zyciem a najbardziej władzą
Którą ode mnie mają... ode mnie pochodzi
I czynią nią nieprawość... mi nie o to chodzi
Wciąż słyszę gromkie wiara... wiara... wiara
A zrobić coś dla ludzi... nikt się nie postara
Brak im serca... za to w kadzidlanym widzie
Cała para bez sensu prosto w gwizdek idzie
Modlą się... wciąż modlą... od samego rana
Wielbią swoich bożków... uczynkiem szatana
                                III
Bez ociągania się... zwłoki... nawet nie zjedli
Jak stali czterej... na cztery konie... wsiedli
Otwarły się na oścież diabelskiej stajni wrota
I spięli swe cztery konie... tam czeka robota
Postąpią jak pan kazał... zrobią według planu
Potem złożą meldunek... jak potrzeba... panu
Złe życie minus dobre plus taka jest zapłata
Zróbmy czas najwyższy ładny koniec świata
Oko za oko... wet za wet... każdy ząb za ząb
W drogę moi towarzysze pierwsza trąbo trąb
Nadeszła nieuchronnie najwyższa potrzeba
Jednych tu do piekła... innych tam do nieba
                                IV
Wrócili jakoś po godzinie... marni i pobladli
Dupa z końca świata... bo im konie skradli
Łuki miecze wagę kosę tak niezbędne sprzęty
Pozłacane ręcznie robione bizantyjskie rzędy
Wrócili umęczeni udręczeni powrócili pieszo
Ocaleli ludzie już wiedzą i nadal tam grzeszą
By zarobić na ten chleb i ulżyć swemu stanu
Wzięli nowe rącze konie... od polskich cyganów
Ale ten co rzadko z nami na ziemi przebywa
Handlując gdzieś na szlaku oszwabiony bywa
Stracili tylko czas resztę zdrowia i całą mamonę
Dostali cztery ślepe szkapy całkiem ochwacone
Tam na ziemi ludzie po pachy znowu mieli ubaw
Bo im się nie udała próba końca świata druga
                                V
Życie to jest szkoła... jak szkoła po prostu nauka
Więc żeby się udało trzeba do trzech razy sztuka
Ale znajdzie się zawsze ktoś kto ch tam ostrzeże
Jak nie klecha jaki z bożej łaski to inni pasterze
I ci miast się wyrzec grzechu pokajać na ostatku
Czatują na jeźdźców po nocach... i pilnują traktu
Trzecią razą... też się nie udało... stracili ochotę
Konie ktoś umęczył zwyczajnie więc rzucili robotę
Zeszli ze sceny dziejów świata... scena po scenie
Bo najęli się jako ta jazda nie pospolite ruszenie
Mówię to szczerze bez ogródek ocieram o nietakt
Temu... na lubiących wyzwania czeka niezły etat
Praca zdrowa na powietrzu ciekawa... wśród ludzi
Tego potrzeba ci do życia nie będziesz się nudzić
Bezpieczeństwo socjalne (warunki niebezpieczne)
Opieka medyczna... dentysta oraz życie wieczne
Ale pamiętaj... nie wyjdzie... w życiorysie krecha
Do trzech razy sztuka amen inaczej masz pecha