Łgarze...
Dodane przez aleksanderulissestor dnia 27.02.2012 09:35
Przyganiał kocioł garnkowi

I

Mówi rozwodnik mąż drugiej żony
Wciąż jeszcze w szoku wciąż porażony
Tak być nie może że pierwsza żona
Alimentacji jest pozbawiona
A co najgorsze te biedne dzieci
Ba prawy człowiek przykładem świeci
A prawda taka zaraz usiądziesz
I jego sprawa wlecze się w sądzie

II

Ten pilnie uczy nas na antenie
Zanosi modły budzi sumienie
Cały z miłości i zrozumienia
Nikt nie odejdzie bez przebaczenia
Każdego kocha każdego tuli
Gdy sypnie groszem i gębę stuli
Ciepły rodzinny zwyczajny tata
Poza anteną ,,sra ta ta ta ta''

III

Sporego miasta marny prezydent
W sejmie to boga pierwszy rezydent
Do każdej hucpy chętnie się zgłasza
Ludzie widzicie tego judasza
Nawet nie kryje szczerej radości
Dżuma w pałacu sprawiedliwości
Sam zaś dla sądu to znaczny klient
Za to za tamto panie prezydent

IV

Wstrząśnięta bozia bóg obrażony
To jest nieludzkie krzyczą ambony
Święta komisja prymas i legat
Krakowski hejnał gdański delegat
Krwawi nasz kościół to żywa rana
Mój wielki boże niszczą kapłana
On ci niewinny on naród godził
A do urzędu ze słowem chodził

V

Hańba tak hańba po dwakroć powiem
Zbłaźnił nasz naród pijąc w charkowie
Komuch i kłamca do tego to leń
Każdy w tym stanie złamałby goleń
Ten jego wyczyn to jakaś kpina
Ja z donkiem walnę dwie stągwie wina
I powiem jasno tak się nie błaźnię
Nawet orędzie czytam wyraźnie

VI

Tu pali stosy tam pali znicze
Lustruje place ludzi ulice
Za zbrodnie za mrok za stan wojenny
Za ocet franię za chleb więzienny
Tej starej wron-ie palcem wciąż grozi
Pinochet'owi zaś ryngraf wozi
Nie nam się równać z takim rycerzem
On matki boskiej pierwszym żołnierzem

VII

Śni znów na jawie znów snuje bajki
Rzucił gorzałę seks oraz fajki
Każdemu prawi patrząc wprost w oczy
Że on do stoczni prze płot przeskoczył
A gdy strajkują gdzieś robotnice
Radzi rządowi wezwać policję
Tyrać za grosze i zamknąć mordę
Inaczej zrobią z wami porządek

VIII

Zawzięcie zwalcza wszelką korupcję
Wnikliwie bada każdą dysfunkcję
W jakimś momencie w mieście stołecznym
Wzięła z urzędu stryszek słoneczny
Więc co by nie rzec ma pewną wprawę
Ma już za sobą skok na warszawę
Stryszek był nędzny lichy i stary
Ot nic nie warty sąd nie dał wiary

VIII

Psują tę polskę i tym się szczycą
Prawda wciąż piszą solidarycą
Solenni pewni skromni łagodni
Zawsze weseli ciągle pogodni
Kiedy się chwalą pamięć zasypia
Łgarz w łgarza prawią więc o pryncypiach
Mądrze fachowo szczerze jowialnie
A nade wszystko wprost pryncypialnie