W pamięci potrzebie
Dodane przez Marceli Rychel dnia 21.06.2011 04:22
Młodzieńcze ideały, a strach już pokorny,
każdy raz poprzedni kończony krytycznie.
Wraz z upływem lat, z przemyśleń namowy,
kontakt drugiej dłoni w negacji kosmicznej.
Nawet proste harce, zbyt blisko oddechem,
jak węzeł gordyjski za drzewem zatknięte,
oplatając me ciało wykradzionym grzechem
cechy dobre zagłuszał, świst strzały przeklętej.
Moralny niebyt wiosną, a tych, nie wiem ile.
Nurt rzeki tę pamięć, sitem przytrzymywał.
Każdy dobry człowiek niszczony wnikliwie
walka z samym sobą, Ten obcy przegrywał.
Z nim w dali słyszane odchodzące dźwięki,
milknących przyjaźni poranne spływanie.
Noc wniosków z obrazem ukojenia męki,
ktoś szeptał balladę o potrzebie zmiany.
Ów, małe bitewki, śmiesznością wzmacniane
o wojnie zwycięstwa, poległego przecież.
Tej duszy bez walki, nikt z was nie dostanie.
Próbowało wielu, bez zgody na kradzież!
Z piasku ziaren, liter, gestami wysnutych
wnioskami zbiorczymi proces kształtowany:
Kto buduje z emocji zwyczajnie zepsutych,
cenę słoną zapłaci za wzrok przymykany.
Inne świat dziś, miewa priorytety.
Na szlaku pogoni, a Graal ten w papierze.
Ideą jedności ludzi z tej samej ankiety
zmienia role życia, jest sędzią w szlagierze.
Większość, opór zwęszy z samego początku
krwi słodkim zapachem z otchłani przygnana.
Blask szyby, z bukłaka o przegnitym korku
nasz obraz pryzmatem, prawdy znakowanej.
W rozgrzanym światłowodzie łańcuch już napięty.
Galera, wśród wysp przekłamanych złudzeń.
Lekka zmiana kursu społecznym wyklęciem
posoka plami buty, czysto, bez zabrudzeń.
Numerów kolejnych ciągłe przemycanie,
by wolny elektron z szeregu nie wypadł,
stał prosto, Byś zawsze znał systemu zdanie.
Słonecznej wolności sekretu nie odgadł.
Grzech okazać dobroć, złe duchy tu drzemią
łączone dwuznacznie, w konteksty odrębne.
Za ręką płynie kamień, kropla w flircie z ziemią,
ogrom Jej przetrawia skłonności występne.
To jest strach i próżność, sen o znieczuleniu.
Na śmierć wyraz zgody, bezapelacyjny!
Bez szans na zbiory, tuż po zalesieniu
przyszłość jest zaraniem, ton bezdyskusyjny.
Więc bunt mój przekracza bariery wszelakie,
znad krainy pięknej promienie zwiastuje.
Znów wierzę w Kompanii siądziemy okrakiem,
przygnieciemy wilka, szakal sam zbastuje.